Przejdź do głównej zawartości

Posty

091. Pytania na Święta.

 Ja znam i Ty znasz stereotypową opinię na temat Świąt Bożego Narodzenia. Że ciepłe, że rodzinne, że to najpiękniejszy czas w roku (nawet powstały o tym piosenki). Tylko, że ja mam doświadczenia z tzw. "domu rodzinnego", w którym nie czułem się najlepiej (delikatnie mówiąc). Dopóki się nie usamodzielniłem, tzw. Boże Narodzenie było dla mnie czasem kojarzącym się z przymusem, więc wszelkie życzenia i rytuały wspólnotowe z tamtego okresu budziły moje obrzydzenie i bezsilną wściekłość. A wszystko w takiej ślicznej scenerii z Biblią, choinką, opłatkiem i "świętymi" obrazkami w tle! To może tyle o sobie, że tak sparafrazuję mowę powitalną Tyma podczas pamiętnego "Rejsu" Piwowskiego. Skoro mnie się zdarzało, to i innym też mogło, może nie wszystkim, ale wystarczająco wielu. Zastanawiam się, co w ten dzień czują bite dzieci, żony, a czasem inni członkowie rodzin spotykających się przy świątecznym stole. Albo chociaż członkowie rodzin tak perfekcyjnych, że zabroni...

090. Co na to pan Jędraszewski?

Z szerokim bananem na twarzy czytałem tzw. "List pasterski" niejakiego Jędraszewskiego Marka na temat songów, które można śpiewać w kościele. Wyobraź sobie, że niepokoją go pieśni chrześcijańskie, które nie korespondują z liturgią. Śmiechu jest naprawdę kupa, bo pieśni pieśniami, ale sam pan Marek słabo koresponduje z liturgią podczas kazań szczujących na osoby homoseksualne, czy dzieci gwałcone przez duchownych, a nieodmiennie zamieniających kościół w polityczną chlewnię. Taki śmieszek-żartowniś się trafił krakowskim wiernym! Co tam nasz dowcipas, skoro coraz mniej księży wie, co się powinno znaleźć w liturgii? A skoro nie wiedzą, to jak mają dobrać pieśni, które z nią korespondują?! Tymczasem w nie tak znowu odległej Irlandii, kraju z tradycjami chrześcijańskimi o ponad pół tysiąca lat starszymi, niż Polska, w kościele świętej Mary od różańca w Nenagh odbył się pogrzeb Shane'a MacGovana. Wyobraziłem sobie Jędraszewskiego przyglądającego się temu widowisku i napisałem kr...

089. Dobrodziejstwo apostazji.

 (...) kościół ten nie jest drogą do świętości, lecz korporacją - i to w najgorszym wydaniu - dbającą o własny kapitał i leczącą swoje przyziemne kompleksy. Nie jest on ostoją prawdy, bo ucieka od niej i nią gardzi, a tym samym nie prowadzi też wiernych do życia wiecznego... Sebastian Wiśniewski, wicedyrektor białostockiego "Caritasu", teolog, apostata. Link do całego wywiadu z panem Sebastianem jest TUTAJ - KLIKNIJ, BY POCZYTAĆ , mnie najbardziej rozbawił fragment o reakcji proboszcza na złożenie aktu apostazji. Przylazł i zaczął pyskować, że SW zwariował, że co on sobie myśli, że co ludzie pomyślą, że daje mu dwa tygodnie na opamiętanie, że jak to coś z sytuacją w "Caritasie", to może coś da się załatwić..., mówię Ci..., palce lizać! Istny "duchu święty", oczywiście tuż po natchnięciu Wojtyły, by otaczał się pedofilami i promował ich w zamian za łapówki. Myślę, że wielkimi krokami zbliża się ten moment, gdy przyznawanie się do poparcia kościoła będzie dl...

088. Przypowieść na Halloween.

 25 października 2023, na 6 dni przed świętem Halloween, dożywszy prawie 102 lat, zmarła Wanda Półtawska, kiepska lekarka-psychiatra, dużo lepiej jej szło w praktykach szamańskich, na tyle dobrze, że z czasem całkiem zarzuciła medycynę, wybierając karierę paramedyczną. Jak podaje wikipedia, zorganizowała (cokolwiek to znaczy) Instytut Teologii Rodzin przy Papieskim Wydziale Teologicznym w Krakowie i nim kierowała przez 33 lata, prowadziła też poradnictwo małżeńskie i rodzinne (dla tej ścieżki zawodowej porzuciła pracę w klinice i może to dobrze, bo rok wcześniej u seryjnego mordercy jako psychiatra zdiagnozować miała przemęczenie, nałogowy onanizm i przepisała mu witaminę C). Myślę, że tak to jest, jak ktoś zamiast się rozwijać naukowo, opiera się na tym, co mu się zdaje, czyli na tzw. wierze. Wspominam ją jedynie dlatego, że pies z kulawą nogą by o niej nie pamiętał, gdyby nie to, iż rozsławiła ją przyjaźń z Karolem, tym Karolem, odpowiednim Karolem. Jak widzisz nad Wisłą, gdy się...

087. Scenka rodzajowa.

 Syn przyjeżdża do matki z dość daleka (120 km), bo obiecał jej obwożenie po grobach rodzinnych znajdujących się w promieniu 250 km od jej miejsca zamieszkania. Zostawia wszystkie swoje obowiązki i jedzie, choć zupełnie nie leży to w jego interesie, ani nie jest zainteresowany grobbingiem, ani też związany emocjonalnie ze zmarłymi, którzy odeszli nim dorósł, w niektórych przypadkach nawet przed jego narodzeniem. Ale jedzie, bo wie, że w przeciwnym wypadku matka puści się w podróż autobusami, pociągami, a potem będzie czynić dzieciom wyrzuty z powodu swojej decyzji. Wchodzi na któreś tam piętro bloku, zastaje drzwi otwarte na oścież, słyszy głośny wrzask telewizora. Dziwi się, bo drzwi te zawsze były zamykane na klucz, nawet gdy w środku było pełno ludzi. Wchodzi do salonu, a tam matka na kolanach odprawia czary z telewizorem. Znaczy się, kapłan z telewizora odprawia obrzędy, ona w nich głośno uczestniczy. Nie przerywa nawet, gdy wchodzi syn. Ani pocałuj mnie w dupę, ani wypierdalaj...

086. Kraków i Dąbrowa Górnicza - dzieło Jana Pawła II.

 Z archidiecezji krakowskiej odeszło w ciągu minionych wakacji czterech księży, a do seminarium zgłosił się tylko jeden kandydat. Informacja jak informacja, ale czy nie uważasz, że to jest prawdziwe "dzieło Jana Pawła II? To zepsute do cna towarzystwo, którym Wojtyła obsadził polskie diecezje według nie do końca zrozumiałego klucza. Dla mnie wygląda to na zestaw "KASA i WAZELINA", ale co ja tam wiem?! Cabaret - Money. Tymczasem w Dąbrowie Górniczej orgia, trzech niższych rangą księży ożarło się tabletek na potencję i imprezowało tak, że zamówiony przez nich w charakterze płatnego chłopca do zabaw seksualnych mężczyzna zasłabł. Jeden z duchownych wezwał pogotowie, pozostali księża blokowali możliwość udzielenia pomocy medycznej i ratownicy musieli wezwać na pomoc policję. Proboszcz komentuję sprawę tak: "wyciąłbym uczestników tej szatańskiej zabawy do siódmego pokolenia". Nie wiem jak Ty, ale ja mam taką uwagę: Było zagrożone życie człowieka, a proboszcz na to, ...

085. Teresa Orlowski i Jan Paweł II - komplementarny produkt polskiego katolicyzmu.

 Być może dziwi Cię tytuł, ale czytając dziś rano krótkie wspomnienie kariery Teresy Orlowski zdałem sobie sprawę jak wiele łączy tych dwoje najbardziej rozpoznawalnych za granicą polskich celebrytów lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Obydwoje pochodzą z prowincjonalnych miasteczek pogórzy południa Polski (ona z Dębicy, on z Wadowic), wychowani w katolickich rodzinach, urodzeni pod innymi nazwiskami, zmienionymi z powodów tradycji, obojgu nieszczególnie podobało się ubogie podkarpackie życie i skończyli na emigracji zarobkowej, gdzie pozostali na stałe. Obydwoje mieli też parcie na szkło i uwielbiali być podziwiani. Mało...??? Teresa Maduzia (panieńskie nazwisko pani Orlowski) chciała w dzieciństwie zostać zakonnicą, ponieważ to jej nie wyszło (ślub z tajemniczym taksówkarzem Januszem i dziecko), wybrała bardziej dostępną karierę gwiazdy porno, a Karol Wojtyła (kawalerskie nazwisko Jana Pawła II) nawet został księdzem i pozostał w tym zawodzie do końca życia (tu mężczyźni ...