Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Boże Narodzenie

128. Atmosfera Świąt.

 Mój ostatni dzień pracy przed Świętami. Chcę jechać do domu, ale się nie da. Korek na parkingu sprawia, że nim wyjeżdżam z jego terenu, mija 35 minut. Obiecuję sobie robić zakupy z rana, po odwiezieniu żony do pracy. Działa. Da się kupić coś na obiad bez walki o przetrwanie. W sobotę łamiemy tę zasadę, planujemy z żoną kupić żarcia na tydzień, przy okazji chcemy zjeść brunch na mieście. No i mamy, czego chcieliśmy! Mimo tego, że wybrałem najbardziej odległe, najmniej uczęszczane centrum handlowe, mam poczucie, jakbym trafił na jakiś zbiorowy trans zakupów: towary wylewają się z głębokich wózków, służących prowadzącym je konsumentom za taran. Co chwila jakiś babsztyl najeżdża na mnie tym pociągiem pancernym nawet nie spoglądając w moją stronę. Chcę wykrzyczeć pamiętną kwestię kierownika produkcji, Jana Hochwandera z "Misia": "Won, won, won, wszyscy won, wypłacić po pół dniówki i won"! Dopadamy do kasy, płacimy, idziemy na brunch. Mamy pecha, wybrana przez nas jadłod...

091. Pytania na Święta.

 Ja znam i Ty znasz stereotypową opinię na temat Świąt Bożego Narodzenia. Że ciepłe, że rodzinne, że to najpiękniejszy czas w roku (nawet powstały o tym piosenki). Tylko, że ja mam doświadczenia z tzw. "domu rodzinnego", w którym nie czułem się najlepiej (delikatnie mówiąc). Dopóki się nie usamodzielniłem, tzw. Boże Narodzenie było dla mnie czasem kojarzącym się z przymusem, więc wszelkie życzenia i rytuały wspólnotowe z tamtego okresu budziły moje obrzydzenie i bezsilną wściekłość. A wszystko w takiej ślicznej scenerii z Biblią, choinką, opłatkiem i "świętymi" obrazkami w tle! To może tyle o sobie, że tak sparafrazuję mowę powitalną Tyma podczas pamiętnego "Rejsu" Piwowskiego. Skoro mnie się zdarzało, to i innym też mogło, może nie wszystkim, ale wystarczająco wielu. Zastanawiam się, co w ten dzień czują bite dzieci, żony, a czasem inni członkowie rodzin spotykających się przy świątecznym stole. Albo chociaż członkowie rodzin tak perfekcyjnych, że zabroni...

071. Święta, tradycja i inne sprawy.

 Niedługo znowu święta, zabijemy świnię, bo Bóg się rodzi, a kiedy już Bóg się narodzi, to wtedy nas oswobodzi (Dezerter, Jestem spokojny) Uwielbiam ten cytat, taka uaktualniona, szczera pastorałka opisująca wspaniałą polską tradycję udawania, że ktoś przyjdzie i za nas odwali naszą robotę, jeżeli tylko będziemy dostatecznie długo i wytrwale kadzić mu odpowiednio wazeliniarskie i służalcze pochlebstwa. Powiem Ci, że oczywiście znam instytucje, które promują lizusostwo, np. kościół Wojtyły, Rydzyka, czy innego Głódzia albo Jędraszewskiego, ale szczerze powątpiewam w profity ze strony bytu zmyślonego, zwłaszcza jeżeli objawem uwielbienia ma być zaszlachtowanie świniaka i zażeranie się nim do bólu brzucha. Nie samym świńskim truchłem jednak żyje człowiek, bo przecież nasza narodowa tradycja mówi o odbiciu pierwszej flachy o północy z 24-go na 25-go grudnia. Co ciekawe, duża część miłośników tego sposobu świętowania ma go poniżej pleców i startuje wcześniej, bo przecież Jezusek się nie...

039. Zrób to sam. Dziś szopka bożonarodzeniowa domowej roboty.

Z dostępnych materiałów przygotuj żłóbek z sianem i dzieciątko Jezus, jak również figurki Jankowskiego, Gulbinowicza, Cybuli, Makulskiego, Wesołowskiego, Paetza, McCarricka, Maciela Degollado i innych ojców pedofilów, osłanianych pieczołowicie przez Dziwisza, Glempa, Wyszyńskiego, Głódzia, Rydzyka i innych pedofilskich mecenasów. Ustaw obok biurko z siedzącym przy nim Wojtyłą przyjmującym w kopertach łapówki zwyczajowe ofiary od gwałcicieli dzieci, którym oczywiście z serca błogosławi. W następnych szeregach ustaw wiernych składających hojne dary temu towarzystwu. Zadbaj, by łapsko Wesołowskiego sięgało w tym czasie pod sukienkę dzieciątka. A teraz masz do wyboru: Iść do kościoła dofinansować tę bandę, by mogła opłacić prawników, przekupić polityków, sędziów i prokuratorów lub zostać w domu i obejrzeć jakiś dobry film, np. „Kler”, „Siostry Magdalenki” lub „Tylko nie mów nikomu”. Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili. Piotr Bukartyk - Coś jakby kolęda...

009. O walce duchowej.

Przegrana w walce duchowej jest dziś o wiele groźniejsza niż porażka w zmaganiach z koronawirusem, bo przegranie walki duchowej prowadzi nieodzownie do przegrania wszystkich innych bitew, również tych o zdrowie i życie doczesne. Rzekł był podczas pasterki Staś Gądecki, z zawodu biskup, a nawet arcybiskup. Nie wiem jak Ty, ale ja mam ograniczone zaufanie do ludzi, którym się wydaje, że o coś walczą, więc postanowiłem przyjrzeć się jego mundrościom. Na początku powiem Ci, że zakładam optymistycznie, iż pod pojęciem "walki duchowej" pan Stanisław rozumie dbałość o duchowość i być może Cię zaskoczę, ale zgadzam się, że jest to bardzo ważny aspekt życia, choć najprawdopodobniej biskup mówiąc te słowa, nie zdawał sobie sprawy z tego, czym jest duchowość, więc niemal prawdziwe twierdzenie wypowiedział omyłkowo, nie wiedząc o czym mówi. NIEMAL, bo oczywiście jeśli człowiek przegra z koronawirusem, to nie żyje, więc i jego możliwości duchowe dobiegają końca. O duchowości rozmawiali...