Ilość chętnych do nauki w seminarium duchownym spada na pysk. 5, 9, 8 , 5, to te tłumy walące na księdza z archidiecezji katowickiej w ciągu minionych 4 lat. Zauważ, że nie skorzystałem ze zwrotu "ilość powołań", używanego w grypserze katolickiej. Od razu wyjaśnię dlaczego: Otóż "powołanie kapłańskie", to kłamliwy zamiennik zwrotu "decyzja o wstąpieniu do seminarium". Przecież nie mówimy o powołaniu dyrektorskim albo powołaniu spawalniczym, ani nawet o powołaniu inżynierskim, choć ładnie brzmi. Wybór jak każdy inny, obarczony plusami i minusami, choć przyznam, że gdy widzę człowieka świadomie wybierającego kler, wojsko, policję, to zastanawiam się, co w wychowaniu poszło nie tak, że potrzebuje kogoś, kto mu wskaże rozkazem, gdzie jest jego miejsce, licząc że z czasem sam będzie mieć swoich niewolników. Ale o czym to ja miałem...?
Rektor Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach pewnie nie czuje się komfortowo, widząc braki wśród kandydatów na niewolników i próbuje wskazać przyczyny. Sytuacja demograficzna, spadek liczby osób zaangażowanych w życie Kościoła, niechęć do podejmowania zobowiązań. Zero przemyśleń na temat wpływu przestępczej strony działalności Kościoła na ilość powołań, zero rozważań na temat wpływu zanurzenia związku wyznaniowego w polityczne gówno, ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej zbrodniczej partii, jaka powstała po przemianach ustrojowych. W końcu zero hipotezy, że może to zarządzający tym burdelem pan episkopat coś spierdolił popsuł. No i dobrze. Po co diagnozować u pacjenta nowotwór, skoro można wskazać, że ma katar, platfusa, a w ogóle to klimat się ociepla!
Teraz odejdę trochę od formuły darcia łacha z kleru i ruszę temat do dyskusji: Wspomniany rektor raczył był uzasadnić swoje przekonanie, że przedstawiciele pokolenia Z znacznie mniej chętnie podejmują decyzje na całe życie tym, że i w małżeństwach widać ten sam trend, co w "powołaniach". Znaczy się, spadła liczba związków małżeńskich, zwłaszcza tych zawartych w kościele. A ja uważam, że to nie ta przyczyna. Ludzie mają WYBÓR. Jak pamiętamy z modnej ostatnio "Lalki", kiedyś było albo małżeństwo, albo stan duchowny, albo bieda i śmierć w przytułku. W dodatku była to decyzja fasadowa. Panie i panowie lekkich obyczajów mogliby opowiedzieć niejedną historię o odwiedzinach małżonków oraz duchownych, jak również o ich fantazjach erotycznych. Nigdy nie było tak, że ktoś idzie na księdza, więc bzykać na boku nie będzie, to samo się tyczy małżeństwa. Może warto wziąć pod uwagę hipotezę, że generacja Z ma dość tej hipokryzji i woli postępować w zgodzie ze swoim rozumem i sumieniem, a wybór seminarium przegrywa w konkurencji z murarzem, ślusarzem, prawnikiem, inżynierem?
Dodałbym jeszcze, że żyjemy w dobie powszechnego dostępu do informacji. Nie da się juz zamieść pod dywan np. takiej imprezy w Dąbrowie Górniczej. Coraz to pojawiają się relacje ludzi, którzy zrzucili sutannę, bo już w tym bagnie nie mogli wytrzymać. Świat powoli dowiaduje się, jak to jest naprawdę w tej feudalnej i zakłamanej organizacji.
OdpowiedzUsuńA biskupi nie dążą do oczyszczenia tej stajni Augiasza, bo dobrze im tak jak jest. Mają bogactwo, dookoła pełno posłusznych sług w sutannach, którymi mogą do woli pomiatać. Podobno władza to bardzo silny narkotyk - kto jej popróbował, ten nie chce się jej wyrzec.
I następne pokolenie księży - bez reform, bez naprawy chorego procesu tresury w seminariach, promującego krętaczy, kłamców i oszustów - będzie takie samo. Największą słabością Kościoła jest fakt, że uczciwy i dobry człowiek, któremu naprawdę by się chciało, ma niewielkie szanse na ukończenie seminarium, czy późniejszą karierę w Kościele, aby w końcu dojść do stanowiska umożliwiającego jakiekolwiek skuteczne działanie. Tak wysoko trafiają sami kombinatorzy, donosiciele, lizusy i ludzie bez żadnego kręgosłupa moralnego.
W poprzednim komentarzu zgubiłem jedno słowo, którego brak zupełnie wypaczył sens zdania, więc pozwoliłem sobie go usunąć i napisac na nowo.
No tak, złamanie odwiecznej zasady przemocowców "TYLKO NIE MÓW NIKOMU" i szeroki kolportaż takich informacji, bardzo pomaga w przedstawieniu realiów kościoła.
UsuńJa już o tym kilka razy wspominałem, ale co mi szkodzi powtórzyć: To, co w kościele nazywa się "dobrowolną ofiarą", w rzeczywistości kościelnej hierarchii jest zwykłą ordynarną łapówą, od której zależy kariera. Chciwy Wojtyła w ten sposób utrzymywał u władzy pedofilów, wyciągał chciwe łapska po "dobrowolne ofiary" i brał koperty od Degollado, czy Mccarricka, czy polskich pedofilów, pozwalał się przekupywać Anjezë Gonxha Bojaxhiu za kasę zebraną z całego swiata na szpitale "Matki Teresy", bo zachłanne polaczydło rozumiało jedynie język władzy i pieniądza. Ale przecież nie dostaniesz dobrego probostwa, jeśli jako prężny wikary nie będziesz dawać łapówek (znaczy się, dobrowolnych ofiar) biskupowi, a biskupem nie zostaniesz, jeśli z twej parafii odpowiednio duża kasa nie popłynie do kurii. Oczywiście musisz przy tym być bezwzględnie posłuszny przełożonym z tej grupy przestępczej, ale to się rozumie samo przez się. No i masz trzymać język za zębami. Jak robisz dobrze loda, jest to wartość dodana w niektórych diecezjach.
Wstyd się przyznać, ale jeden z moich uczniów jest już księdzem, jedna uczennica zakonnicą, a kolejny jest już trzeci rok w seminarium. Chociaż, jak się tak zastanowić, to może właśnie oni dobrze kombinują? Z drugiej strony jeszcze trochę i ten zawód całkiem przestanie się opłacać, bo jednak mohery wymierają, a nowe pokolenia już nie takie głupie.
OdpowiedzUsuńZ ciekawości spojrzałam na stronę naszego seminarium. No, nawet jak na Podkarpacie, ostoję średniowiecza, niebogato: tylko dwa roczniki liczą po 6 sztuk kleryków, reszta po 4, 3 i 2. Klęska żywiołowa dla klechistanu. Jakoś mi jednak nie szkoda.
Ja chodziłem do jakichś bardzo podejrzanych szkół, bo ani z licealnej, ani z podstawówkowej ławki nie pamiętam nikogo, kto zostałby księdzem, bądź zakonnicą, za to mam koleżankę, która się rozkraczyła przed klerykiem i zamiast księdzem został jej mężem, ale pozostali absolutnym katobetonem wspierającym otwrcie PiS. Prowadzą parafialne spotkania fanatyków przy kruchcie, moja matka uczęszcza, to wiem.
UsuńMyślę, że można inaczej postrzegać pracę np w policji czy tym bardziej w wojsku, bo niekoniecznie musi to wyglądać tak jak piszesz z rozkazami. Za to w innych firmach może być nawet bardziej, no ale nie o tym. Wybór seminarium mam nadzieję że dla każdego jest to świadoma decyzja. A że później okazuje się, że jest o wiele gorzej to już taki urok. I albo się kto godzi na to albo nie.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia z ciepłego kraju! (nie mam na myśli PL)
Pewnie, że można, ale ja mam swoje uprzedzenia. Pozdrawiamy z kraju umiarkowanie ciepłego, za to dość wietrznego.
Usuńowszem też nie gustuję w zakonach, policjach, wojsku...nie umiem wykonywać rozkazów, myślenie mi przeszkadza.
OdpowiedzUsuńbiadolą, bo kto będzie te dupybiskupa utrzymywał, pałace, fatałaszki, dziwki, fury.
a Zetki owszem do duchowości ciągną ale nie oznacza to koniecznie kk . praktykują szatańską jogę ;-))
Ja w ogóle uważam, że jeśli ktoś duchowość utożsamia z religią, to nawet jak stał blisko człowieka o głębokiej duchowości, to o tym nie wiedział. Religia, czyli czarno biały zbiór zakazów i nakazów, daje małe pole do popisu dla duchowości. Jak się ma dogmat do piękna, zachwytu, dylematu?
UsuńO tak, joga jest szatana. Jeszcze będziesz za zdrowa i ci pomysły na intencje nie będą chciały przyjść do głowy! I rzucisz wtedy na tacę? Nie rzucisz!