Przejdź do głównej zawartości

146. Kradzież melchizedeka z hostią...

 ...i to z hostią nie byle jaką, bo konsekrowaną, co według wyznania katolickiego oznacza, iż znajduje się tam ciało Chrystusa, tyle że do tej pory nie udało mi się dowiedzieć, czy zgodnie z tą wiarą mówimy o żywym Jezusie mamlanym później przez wiernych aż do rozpuszczenia, strawienia i wydalenia, czy o jedynie o mięsie z Jezusa. W każdym bądź razie oznacza to profanację. Zadziało się to (znaczy się kradzież melchizedeka) w kościele św. Kwintyna w Lieusaint. Tyle w kwestii informacyjnej.

W kwestii zaś komentatorskiej: Nie wiem dokładnie czym jest ten melchizedek (wujek Google wyrzuca mi jakąś postać biblijną), ale z kontekstu artykułu wynika, że tam się przechowuje hostię. Popraw mnie, jeżeli się mylę, ale według mnie wszystkie te ustrojstwa, które mają styczność z hostią są wykonane z drogich materiałów (często złotych lub pozłacanych), no i sprawiają wrażenie misternej roboty, więc są sporo warte. Czy ja dobrze kumam, że ten przepych, to tylko nadgorliwość wyznawców i że w Ewangelii nie ma wzmianki o tym, iż hostia miałaby być przechowywana wśród bogactw doczesnych? Bo sam rozumiesz, złoto, misterna robota, to wszystko kusi złodzieja, więc skoro ktoś jest takim nadętym bufonem, że musi mieć wokół przepych, określany eufemistycznie w filmie Smarzowskiego "Kler" zwrotem "ZŁOTE, A SKROMNE!", to sam wystawia na kradzież cenną, najcenniejszą ponoć relikwię, hostię, przyczyniając się niejako do tego, by skusić złodzieja na małą profanację.

Może to ciężkie do ogarnięcia, ale gdyby tak katolicy wykazywali mniejszą skłonność do buty, a większą do przestrzegania zasad wynikających z nauk Chrystusa, wyszłoby im taniej i bez profanacji. Ja nikomu nie wzbraniam, żeby mu się choćby i złote klozety śniły, ale MARNOŚĆ TO WSZYSTKO I TYLKO MARNOŚĆ!


Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński - Lekcja historii klasycznej

PS.

W secie dodatkowym mam dla Ciebie sprawę krzyża na Giewoncie. Od jakiegoś czasu sportem pseudoprawicowców stało się sprawdzanie widoczności krzyża na zdjęciach i filmach z Giewontu. I jak go nie widać, to jest raban na całą Polskę. Nawet wtedy, gdy krzyża nie widać, bo go po prostu nie widać. Stoi na szczycie góry, czasem delikatna, półprzezroczysta mgła go maskuje, zwłaszcza przy odpowiednim oświetleniu. I ten raban z powodu braku widoczności, to najlepszy dowód, że krzyż ten nie stoi tam w celach związanych z wiarą, w szczególności zaś z modlitwą. Przez szczyt przetaczają się tysiące ludzi, a szału modlitewnego brak. Bo nie o modlitwę chodzi, tylko o zaszczanie krzyżem terenu publicznego, należącego do wszystkich. Pies szcza, bo mu się zdaje, że gdy to zrobi, teren należy do niego. Jednak człowiek nie ma takiego węchu, człowiek zapamiętuje wzrokowo. Krzyż w katolickim świecie pełni funkcję szczyny ze świata dzikich zwierząt.


Nie o modlitwę, a o DEMONSTRACJĘ chodzi. TO MOJE, NAWET JEŻELI NIE MOJE! ZWŁASZCZA WTEDY, GDY NIE MOJE, BO TO CO MOJE, JEST MOJE, A CO NIE MOJE, TEŻ MA BYĆ MOJE!!! Bądźmy szczerzy, ilu katolików pierdolnęło sobie w ogródku taki krzyż, jak ten, co stoi na Giewoncie?!

Komentarze

  1. Melchizedek, melchizedech, lunula − część składowa monstrancji będąca metalową oprawką najczęściej w kształcie półksiężyca, która przytrzymuje Najświętszy Sakrament wystawiony w monstrancji.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Melchizedek_(liturgia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pomoc. Te melchizedeki na zdjęciach całkiem fikuśne, mnie skojarzyłyby się raczej takie naczynia ze starożytnym Egiptem.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

124. Panie, ty się tym zajmij!

 Prawdopodobnie znasz hasło zawarte w tytule. Jest to jeden ze sloganów promocyjnych chrześcijaństwa, a jego atrakcyjność polega na tym, że niesie przesłanie o obecności wszechmocnego opiekuna, który za ciebie rozwiąże problemy. Zresztą, nazywanie jakiegoś bóstwa swoim ojcem, też ma podobne znaczenie. Ponieważ w życiu bywa ciężko, przyda się wszechmocny tatuś. Trochę to dziwne w ustach dorosłych ludzi, ale nie każdy człowiek jest dojrzały emocjonalnie. Metryka nie ma tu wiele do powiedzenia. Biblia również, bo przecież niejaki Bóg dał ponoć człowiekowi wolną wolę, żeby jednak sam się sobą zajął.  Moim psychologiem jest ksiądz. - Nauczycielka z mojej byłej pracy. Powyższe zdanie wypowiedziała moja cierpiąca na zaburzenia lękowe, wychowana w alkoholowej, ale wysokofunkcjonującej rodzinie koleżanka. Perfekcjonizm, pracoholizm, zaburzenia kontroli, to problemy, z którymi boryka się na co dzień i są one tak jaskrawe, że widzę je nawet ja. Pomimo tego, że zwłaszcza w pandemii, miała...

132. Ani terapeuta, ani etyk, ani też pedagog. Z pewnością nie medyk.

Jeżeli mieszkasz w Polsce, prawdopodobnie spotykasz się na co dzień z próbami przekonywania, że ksiądz, to taki dobry pan, który jest takim superpsychoterapeutą. Znaczy się, psychoterapeutą, tylko że o niebo lepszym od tego po psychologii i odpowiednich studiach dodatkowych. Otóż ksiądz nie jest psychoterapeutą! Ksiądz jest dokładnym przeciwieństwem psychoterapeuty. Celem terapeuty jest sprawienie, by osoba terapeutyzowana wzięła na siebie odpowiedzialność za własne życie, podczas kiedy ksiądz wciska kit, że jej życiem zajmie się niejaki Jezus Chrystus, trzeba mu tylko zaufać. Psychoterapeuta powie terapeutyzowanemu: "Przestrzegaj zaleceń terapeutycznych". Ksiądz mu powie: "Ufaj Panu". Spotykasz też niewątpliwie sugestie, że ksiądz (ewentualnie katecheta) jest przygotowany do nauczania etyki. Otóż ksiądz nie jest etykiem! Ksiądz jest dokładnym zaprzeczeniem etyka. Etyk rozważa dylematy moralne, wie, że w realnym życiu niektórych problemów nie sposób jednoznacznie ro...

131. Menelski cud.

W 2-gą niedzielę zwykłą, czyli 18-go stycznia wierni w kościele katolickim mieli nie lada gratkę, albowiem odbywało się wtedy w świątyniach jedno z ciekawszych czytań Ewangelii, traktujące o weselu w Kanie Galilejskiej. Zastanawiasz się czasem, o czym jest ta opowieść? Na wszelki wypadek ją przypomnę: Ewangelia (J 2, 1-11) Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: — Nie mają wina. Jezus Jej odpowiedział: — Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? [Czy] jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: — Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: — Napełnijcie stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: — Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście we...