...i to z hostią nie byle jaką, bo konsekrowaną, co według wyznania katolickiego oznacza, iż znajduje się tam ciało Chrystusa, tyle że do tej pory nie udało mi się dowiedzieć, czy zgodnie z tą wiarą mówimy o żywym Jezusie mamlanym później przez wiernych aż do rozpuszczenia, strawienia i wydalenia, czy o jedynie o mięsie z Jezusa. W każdym bądź razie oznacza to profanację. Zadziało się to (znaczy się kradzież melchizedeka) w kościele św. Kwintyna w Lieusaint. Tyle w kwestii informacyjnej.
W kwestii zaś komentatorskiej: Nie wiem dokładnie czym jest ten melchizedek (wujek Google wyrzuca mi jakąś postać biblijną), ale z kontekstu artykułu wynika, że tam się przechowuje hostię. Popraw mnie, jeżeli się mylę, ale według mnie wszystkie te ustrojstwa, które mają styczność z hostią są wykonane z drogich materiałów (często złotych lub pozłacanych), no i sprawiają wrażenie misternej roboty, więc są sporo warte. Czy ja dobrze kumam, że ten przepych, to tylko nadgorliwość wyznawców i że w Ewangelii nie ma wzmianki o tym, iż hostia miałaby być przechowywana wśród bogactw doczesnych? Bo sam rozumiesz, złoto, misterna robota, to wszystko kusi złodzieja, więc skoro ktoś jest takim nadętym bufonem, że musi mieć wokół przepych, określany eufemistycznie w filmie Smarzowskiego "Kler" zwrotem "ZŁOTE, A SKROMNE!", to sam wystawia na kradzież cenną, najcenniejszą ponoć relikwię, hostię, przyczyniając się niejako do tego, by skusić złodzieja na małą profanację.
Może to ciężkie do ogarnięcia, ale gdyby tak katolicy wykazywali mniejszą skłonność do buty, a większą do przestrzegania zasad wynikających z nauk Chrystusa, wyszłoby im taniej i bez profanacji. Ja nikomu nie wzbraniam, żeby mu się choćby i złote klozety śniły, ale MARNOŚĆ TO WSZYSTKO I TYLKO MARNOŚĆ!
Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński - Lekcja historii klasycznej
PS.
W secie dodatkowym mam dla Ciebie sprawę krzyża na Giewoncie. Od jakiegoś czasu sportem pseudoprawicowców stało się sprawdzanie widoczności krzyża na zdjęciach i filmach z Giewontu. I jak go nie widać, to jest raban na całą Polskę. Nawet wtedy, gdy krzyża nie widać, bo go po prostu nie widać. Stoi na szczycie góry, czasem delikatna, półprzezroczysta mgła go maskuje, zwłaszcza przy odpowiednim oświetleniu. I ten raban z powodu braku widoczności, to najlepszy dowód, że krzyż ten nie stoi tam w celach związanych z wiarą, w szczególności zaś z modlitwą. Przez szczyt przetaczają się tysiące ludzi, a szału modlitewnego brak. Bo nie o modlitwę chodzi, tylko o zaszczanie krzyżem terenu publicznego, należącego do wszystkich. Pies szcza, bo mu się zdaje, że gdy to zrobi, teren należy do niego. Jednak człowiek nie ma takiego węchu, człowiek zapamiętuje wzrokowo. Krzyż w katolickim świecie pełni funkcję szczyny ze świata dzikich zwierząt.
Nie o modlitwę, a o DEMONSTRACJĘ chodzi. TO MOJE, NAWET JEŻELI NIE MOJE! ZWŁASZCZA WTEDY, GDY NIE MOJE, BO TO CO MOJE, JEST MOJE, A CO NIE MOJE, TEŻ MA BYĆ MOJE!!! Bądźmy szczerzy, ilu katolików pierdolnęło sobie w ogródku taki krzyż, jak ten, co stoi na Giewoncie?!

Melchizedek, melchizedech, lunula − część składowa monstrancji będąca metalową oprawką najczęściej w kształcie półksiężyca, która przytrzymuje Najświętszy Sakrament wystawiony w monstrancji.
OdpowiedzUsuńhttps://pl.wikipedia.org/wiki/Melchizedek_(liturgia)
Dzięki za pomoc. Te melchizedeki na zdjęciach całkiem fikuśne, mnie skojarzyłyby się raczej takie naczynia ze starożytnym Egiptem.
Usuń