Przejdź do głównej zawartości

145. Bara, bara, bara, riki-tiki-tak, jeśli masz ochotę, daj mi jakiś znak!

 W nocy z 15-go na 16-go sierpnia 2026 spłonął w całości, wraz z wyposażeniem, kościół pw. św. Mikołaja z 1667 roku z Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Nie spłonął duży drewniany krzyż stojący kilka metrów przed wejściem kościoła. Cóż to może oznaczać? 


Oddajmy głos dyrektorowi muzeum:

Trudno mi uwierzyć, że akurat on (krzyż) ocalał. Byłem tu niemal od początku pożaru i wiem, jaka panowała temperatura. Nie można było podejść na mniej, niż kilkanaście metrów od kościoła. Zresztą widać to również po drzewach, które zostały uszkodzone, szczególnie ich liście.

 A to ma do powiedzenia anonimowa pracowniczka muzeum:

To dla nas znak, że musimy kościół odbudować.

Na Jowisza! Naprawdę?! Noż kuria wasza mać! Po czym wnosisz?! Załóżmy, że niszczę kościół wraz z jego zawartością, w tym wszystkimi krzyżami znajdującymi się w środku, a omijam ten na zewnątrz. To niby ma znaczyć, że chcę, byście postawili nowy kościół i wyposażyli w nowe krzyże, czy raczej mówię:

Jeśli chcecie się modlić, to ten krzyż wam wystarczy. Złoty cielec wam niepotrzebny!

 Chociaż mnie tłucze się po głowie uporczywie powracająca hipoteza, że może po prostu to znaczy, że ktoś dał ciała w zabezpieczeniu przeciwpożarowym i trzeba sprawdzić, w którym miejscu, żeby się to nie powtórzyło? A jeśli chodzi o przyczynę ocalenia krzyża, to może coś jest na rzeczy i chodzi o to, że nie było go w płonącym kościele, a stał kilka metrów obok. Tak, tak, ja wiem, że pan dyrektor dziwował się Światu bardziej niż Marceli Szpak, bo człowiek nie mógł podejść na kilkanaście metrów do kościoła, a krzyż był oddalony o kilka metrów, ale podpowiem, że materiał, z którego był zrobiony krzyż, prawdopodobnie był zaimpregnowany przeciw ogniowi i przeciw wodzie. Pan dyrektor smażył kiedyś kiełbaski na patyku? To tam też był taki numer, że człowiek musiał siedzieć co najmniej metr-półtora od krawędzi ogniska, a patyk był dużo bliżej płomieni i nic mu się nie stało, lekko się tylko z wierzchu osmalił. ŚWIĘTY KIJEK??? Nie sadzę, raczej zaimpregnowany, wycięty z żywego krzewu leszczyny nasączony był swymi sokami, ALLELUJA!!!

A skoro już jesteśmy w temacie "Co Bogu miał na myśli?", to tej samej nocy z 15-go na 16-go sierpnia 2026 na Węgrzech miał miejsce wypadek autokaru wiozącego pielgrzymów z Medjugorie do ich domów na Podkarpaciu. Na razie 12 osób nie żyje. Nie sądzę, by był to znak, by odbudować autobus!

A tak w ogóle, to niesamowicie żałuję tej straty nie do odtworzenia. Architektura drewniana mocno mnie pociąga. Miejsca kultu z drewna są bardziej kameralne i pozbawione przepychu. Są oczywiście wyjątki, jak Kościół Pokoju w Świdnicy, czy Jaworze, ale akurat one były efektem ludzkiej solidarności przeciw prześladowaniom religijnym, a nie demonstracją siły, jak to na ogół bywa w przerośniętych formach. Najgorsze jest to, że nigdy nie widziałem i już nie zobaczę tego, co spłonęło w kościele.

Komentarze

  1. Dwa budynki po sąsiedzku też spłonęły. Było ładnie widać na Onecie na zdjęciach z drona. Ale to szczegół, bo przy czytaniu relacji też mnie zadziwiły te kuriozalne wypowiedzi o znaku. Jeśli to miałby być już jakikolwiek, to najwyżej taki, że Bogu nie potrzeba kościołów, wystarczy mu prosty krzyż i nic więcej.

    A zabytku szkoda. I zabytkowego wyposażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, faktycznie, już poprawiłem, co prawda oglądałem zdjęcia na Onecie, ale widać nie te, co trzeba. Na innym zdjęciu widziałem spalony budynek, z którego została podmurówka. Nie znalazłem miejsca gdzie stała doszczętnie spalona stodoła, ale gdzieś musi być. Cóż, solidną zaimpregnowaną belkę trudno zapalić, gdy nie ma obok czegoś drobniejszego na rozpałkę, a budynki na powierzchni dachów z pewnością miały drobniejsze, łatwiejsze do podpalenia materiały. Nie wiem, czy gont drewniany, czy strzechę, ale coś znacznie cieńszego niż bela krzyża.
      Zabytku szkoda zwłaszcza, że tak niewiele pozostało drewnianych obiektów. Wiadomo, wymagają szczególnej dbałości. Prywatni właściciele nie zawsze mają na to środki i ochotę, a i państwo ma określony budżet na te cele, który wcale nie chce być większy sam z siebie, zawsze trzeba skądś wziąć. Do tego dochodzą zwykłe błędy ludzkie i upływ czasu.

      Usuń
  2. Byłam w tym skansenie wiele razy. Kościółek rzeczywiście był perełką wśród innych zabytków. To, że jest to niepowetowana strata, jest bezdyskusyjne. Ale o krzyżu od razu pomyślałam to samo, nawet mówiłam do mamy, że pewnie z zaimpregnowanego drewna. Natomiast pielgrzymi... "Bóg tak chciał"? To jest "wielka tajemnica wiary"? Czy może jak zwykle, organizując pielgrzymkę (tak na marginesie, co to za pielgrzymka autokarem?), kościelne sługusy zorganizowały ją byle jak, byle małym kosztem? Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że pasażerowie nie byli ubezpieczeni. Cholera ich wie, może i tak być. Z pomocą pośpieszyło oczywiście państwo, nie kościół. Kiedy wreszcie to się skończy?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta tajemnica jest niezwykle głęboka: kościół i dziesiątki, jeśli nie setki krzyży jakimi był w środku upstrzony spłonęły i o nich ani słowa. Jaki jest przekaz? Może "jeśli masz w domu więcej krzyży niż jeden, spal je, bo ja je spalę razem z chałupą"?

      Usuń
  3. cierpie za każdym razem, gdy dzieje sie cos takiego...
    ale odbudowanie nie zmieni sytuacji, utrata XVIIwiecznego zabytku wraz z dobrami to dramat. natomiast do dramatu w głowach ludzi, ktorzy manipuluja innymi i pierdololo głupoty czas sie przyzwyczaić....będzie gorzej.

    OdpowiedzUsuń

  4. W obu przypadkach najprawdopodobniej zawiniło ludzkie niedbalstwo i głupota, a na to nawet Bogu nic nie poradzi. Nie będę się dopatrywać znaków, ani czynić nadinterpretacji więc w komentarzu dopuszczę się prywaty;-) W sanockim skansenie byłam kilka razy. Pamiętam ten kościół, był umiejscowiony w uroczym zakątku i wyróżniał się pośród innych budowli. Był zabytkiem wysokiej klasy, jego spłonięcie jest wielką stratą. Miałam szczęście zobaczyć jego zabytkowe wnętrze, zabytkowe organy, zabytkowe ołtarze i całe zabytkowe wyposażenie. Nagromadzenie słowa na "z" jest celowe, żeby pokazać jak bezcelowe i nie na miejscu są fantazje o jego odbudowie niby w oparciu o jakieś tam znaki. Lubię architekturę sakralną, zwłaszcza meczety i tę drewnianą właśnie. Fascynuje mnie i cenię ją za wartość kulturową, historyczną i architektoniczną, a nie pełnione funkcje religijne. A z wykształcenia jestem geografem... religii;-) Kiedyś dość często bywaliśmy w Sanoku, mój mąż stamtąd pochodzi i dopóki żyła teściowa, jeździliśmy tam w miarę regularnie. Znam osobiście poprzedniego dyrektora skansenu i nawet zastanawiałam się, co on na to? Czy za jego "rządów" też by się to wydarzyło?
    Wypadek autokaru to wielka tragedia. Wielu ludzi straciło życie... Więcej nie napiszę, podzielam zdanie Frau Be więc nie będę się powtarzała.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

124. Panie, ty się tym zajmij!

 Prawdopodobnie znasz hasło zawarte w tytule. Jest to jeden ze sloganów promocyjnych chrześcijaństwa, a jego atrakcyjność polega na tym, że niesie przesłanie o obecności wszechmocnego opiekuna, który za ciebie rozwiąże problemy. Zresztą, nazywanie jakiegoś bóstwa swoim ojcem, też ma podobne znaczenie. Ponieważ w życiu bywa ciężko, przyda się wszechmocny tatuś. Trochę to dziwne w ustach dorosłych ludzi, ale nie każdy człowiek jest dojrzały emocjonalnie. Metryka nie ma tu wiele do powiedzenia. Biblia również, bo przecież niejaki Bóg dał ponoć człowiekowi wolną wolę, żeby jednak sam się sobą zajął.  Moim psychologiem jest ksiądz. - Nauczycielka z mojej byłej pracy. Powyższe zdanie wypowiedziała moja cierpiąca na zaburzenia lękowe, wychowana w alkoholowej, ale wysokofunkcjonującej rodzinie koleżanka. Perfekcjonizm, pracoholizm, zaburzenia kontroli, to problemy, z którymi boryka się na co dzień i są one tak jaskrawe, że widzę je nawet ja. Pomimo tego, że zwłaszcza w pandemii, miała...

132. Ani terapeuta, ani etyk, ani też pedagog. Z pewnością nie medyk.

Jeżeli mieszkasz w Polsce, prawdopodobnie spotykasz się na co dzień z próbami przekonywania, że ksiądz, to taki dobry pan, który jest takim superpsychoterapeutą. Znaczy się, psychoterapeutą, tylko że o niebo lepszym od tego po psychologii i odpowiednich studiach dodatkowych. Otóż ksiądz nie jest psychoterapeutą! Ksiądz jest dokładnym przeciwieństwem psychoterapeuty. Celem terapeuty jest sprawienie, by osoba terapeutyzowana wzięła na siebie odpowiedzialność za własne życie, podczas kiedy ksiądz wciska kit, że jej życiem zajmie się niejaki Jezus Chrystus, trzeba mu tylko zaufać. Psychoterapeuta powie terapeutyzowanemu: "Przestrzegaj zaleceń terapeutycznych". Ksiądz mu powie: "Ufaj Panu". Spotykasz też niewątpliwie sugestie, że ksiądz (ewentualnie katecheta) jest przygotowany do nauczania etyki. Otóż ksiądz nie jest etykiem! Ksiądz jest dokładnym zaprzeczeniem etyka. Etyk rozważa dylematy moralne, wie, że w realnym życiu niektórych problemów nie sposób jednoznacznie ro...

131. Menelski cud.

W 2-gą niedzielę zwykłą, czyli 18-go stycznia wierni w kościele katolickim mieli nie lada gratkę, albowiem odbywało się wtedy w świątyniach jedno z ciekawszych czytań Ewangelii, traktujące o weselu w Kanie Galilejskiej. Zastanawiasz się czasem, o czym jest ta opowieść? Na wszelki wypadek ją przypomnę: Ewangelia (J 2, 1-11) Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: — Nie mają wina. Jezus Jej odpowiedział: — Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? [Czy] jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: — Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: — Napełnijcie stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: — Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście we...