Prawdopodobnie znasz hasło zawarte w tytule. Jest to jeden ze sloganów promocyjnych chrześcijaństwa, a jego atrakcyjność polega na tym, że niesie przesłanie o obecności wszechmocnego opiekuna, który za ciebie rozwiąże problemy. Zresztą, nazywanie jakiegoś bóstwa swoim ojcem, też ma podobne znaczenie. Ponieważ w życiu bywa ciężko, przyda się wszechmocny tatuś. Trochę to dziwne w ustach dorosłych ludzi, ale nie każdy człowiek jest dojrzały emocjonalnie. Metryka nie ma tu wiele do powiedzenia. Biblia również, bo przecież niejaki Bóg dał ponoć człowiekowi wolną wolę, żeby jednak sam się sobą zajął. Moim psychologiem jest ksiądz. - Nauczycielka z mojej byłej pracy. Powyższe zdanie wypowiedziała moja cierpiąca na zaburzenia lękowe, wychowana w alkoholowej, ale wysokofunkcjonującej rodzinie koleżanka. Perfekcjonizm, pracoholizm, zaburzenia kontroli, to problemy, z którymi boryka się na co dzień i są one tak jaskrawe, że widzę je nawet ja. Pomimo tego, że zwłaszcza w pandemii, miała...
A przecież konstytucja miała takie dobre zapisy uznawała katolicyzm za religię panująca i zakazywała przechodzenia na inne wyznania. Jakby w obecnej były takie zapisy to by się pewnie nie posiadali ze szczęścia.
OdpowiedzUsuńO religii panującej napisano tak:
Usuń"Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji. Że zaś taż sama wiara święta przykazuje nam kochać bliźnich naszych, przeto wszystkim ludziom jakiegokolwiek bądź wyznania, pokój w wierze i opiekę rządową winniśmy i dlatego wszelkich obrządków i religii wolność w krajach polskich, podług ustaw krajowych warujemy."
Nie sądzę, by kara za odejście od wiary katolickiej satysfakcjonowała kler katolicki.
Bo cóż to za kara? Gdyby było rwanie boczków, końmi rozciąganie, kołem łamanie, żywcem przypiekanie.... Ale apostazja?! Już wtedy kler nie wierzył w Boga i nie uważał, by apostazja była jakąkolwiek karą. Boga i konsekwencje wiary, bądź niewiary w niego uznawali za pierdolando pod publiczkę i to, że wyrzucenia niewiernych z grona godnych zbawienia nie uznawali za karę, było najlepszym dowodem na niewiarę kleru. Jego bogiem był i jest PIENIĄDZ i WŁADZA. Konstytucja III Maja uwalniała wszystkich ludzi, kler nie mógł już żerować na niezdolnych do ucieczki niewolnikach. To był ból dupy wart wepchnięcia Polski w łapy zaborców.
W służbie na pewno, ale czy narodu?
OdpowiedzUsuńNo właśnie, bo tu nawet nie da się zapytać "czyjego". Chodzi o, że tak użyję określenia zapożyczonego od Mario Puzo "RODZINĘ". I to chyba o ten rodzaj rodziny chodzi w kościelnych zapewnieniach, że jest najważniejsza.
UsuńKościół od zawsze był li i jedynie w służbie swojej własnej, czyli majątków.
OdpowiedzUsuńI władzy.
UsuńBezsprzecznie. Świetnie dało się to dało się zauważyć podczas szczytu paranoi smoleńskiej, gdy część duchownych podłączała się pod PiS (Rydzyk, Jędraszewski), a część pod rządzącą wówczas PO z PSL i najbardziej wpływowym reprezentantem tego drugiego nurtu był Pieronek. Ale gdy tylko usłyszał rządową propozycję likwidacji funduszu kościelnego i opodatkowania wiernych, Pieronek natychmiast zaczął gadać jednym głosem z Rydzykową częścią kościoła..
UsuńLikwidacja funduszu kościelnego i opodatkowanie wyznawców byłyby katastrofą dla Kościoła, bo wtedy ci, którzy tylko figurują na liście, masowo dokonywaliby apostazji. Zostałaby rzeczywista liczba wierzących i praktykujących i tego katabasy się obawiają - byłoby to stanowczo za mało, żeby utrzymywać pasożytów z 1-2% podatku.
Usuń