Przejdź do głównej zawartości

035. Turlaj beret.

 Wspomnień czar! Poczytałem złote myśli "ekspertki" Radia Maryja i TV Trwam, Urszuli Dudziak (nie mylić ze wspaniałą piosenkarką jazzową o tym samym nazwisku) na temat życia seksualnego i rodzinnego, których tak na marginesie mówiąc, panie ekspertka nie zaznała (nie chcę być złym prorokiem, ale marne ma szanse, by to się odmieniło). Link do wyboru jej wypowiedzi wklejam Ci TUTAJ (kliknij by poczytać), komentować tego nie będę, ale proszę, zwróć uwagę na formę: same oceny, nakazy i zakazy oraz dogmaty (fakty musiałyby być udokumentowane badaniami, a androny które pani wyplata nie pozostają cienia złudzeń, że żadnych badań na ich poparcie nie ma).

Co robisz, gdy ktoś Cię zasypuje nakazami i zakazami w temacie życia intymnego? Bo ja z miejsca mówię "wal się na ryj", "turlaj beret", "zamelduj koniowi". Ona naprawdę sądzi, że powie dorastającemu młodzieńcowi "nie baw się siusiakiem", a on powie "tak jest, zrozumiałem swój błąd, od tej pory będę go stosował jedynie do siusiania i prokreacji"! Co ciekawe, to samo zdawało się Wojtyle, Czarnkowi też się chyba tak zdaje. Chociaż..., istnieje jeszcze taka opcja, że są cynicznymi kłamcami, używającymi tematu intymności do wywołania kryzysu, mającego stworzyć wrażenie oblężonej twierdzy dla konsolidacji szeregów swoich zwolenników.


The Animals - It's My Life.

Powiem Ci jeszcze jedną ciekawostkę na temat pani Dudziak. Otóż obroniła ona pracę magisterską pt. "Osobowość kobiet przerywających ciążę". Trud przeczytania tej pracy zadała sobie Elżbieta Turlej, dziennikarka Newsweeka. Według niej, praca pokazuje dużą wrażliwość autorki na ludzką słabość, krzywdę i porzucenie. Interesujące jest dla mnie, że zbliżenie do kościoła (mała litera, bo nie mówię o wspólnocie wiernych, a jedynie o duchownych), poskutkowało tym, że w panią Urszulę wstąpił diabeł i stała się pozbawionym empatii trybikiem przemocowej maszyny tej instytucji.

Nieco odchodząc od tematu opowiem Ci inną historyjkę, która ilustruje skalę olewania kościelnych nakazów dotyczących obyczajowości przez wiernych, zapraszam do lektury:

Kobieta o bardzo dużym przywiązaniu do obrządków katolickich (i to w wersji polskiej – przypisek istotny, bo rzecz działa się na emigracji) z przerażeniem obserwowała romans swej prawie dorosłej córki z irlandzkim kolegą. Nie dlatego, by chłopak był zdeprawowany – wszystko z nim wyglądało dobrze. Chodziło o to, że z powodu bariery językowej, nie mogła porozmawiać ani z kandydatem na zięcia, ani z jego rodzicami, więc co zaczęła robić...? Namawiać córkę, by spróbowała innych chłopaków. I to dlaczego...? Nie z powodów merytorycznych zarzutów, a z powodu własnych braków językowych. Rozumiesz, jak to wygląda w zestawieniu z naukami kościelnymi...? "Weź no córcia, obejrzyj jeszcze parę siusiaków, nim się przyzwyczaisz do jednego".

Przyznacie, że to ciekawy dysonans między autoprezentacją (wierząca-praktykująca), katolicką moralnością, a realnym życiem. "Turlaj beret" rzucone w twarz "katolickiej nauce społecznej". Co na to pani Dudziak i pan Czarnek? Gdzie wychowanie do cnót niewieścich?!

Komentarze

  1. Autorkę tych wiekopomnych rewelacji kojarzę, zresztą wygląda nawet podobnie jak pani od nauk przedmałżeńskich, na które chodziliśmy z narzeczonym.
    Nie dziwi mnie rozbieżność miedzy tym, co głosu KK, a postepowaniem wiernych, to widać na każdym kroku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu "ratuj się, kto może". Tak sobie myślę, że przez to, że nie zamierzaliśmy i nie zamierzamy brać tzw. ślubu kościelnego, ni konkordatowego, ominęła mnie gratka nie lada, tzn. zapytane pana księdza o kompetencje osoby od nauk przedmałżeńskich. Już sobie wyobrażam wielkie oczy proboszcza, jakie by niewątpliwie zrobił po usłyszeniu żądania przedstawienia kogoś z kompetencjami wyższymi, niż noga stołowa.

      Usuń
  2. https://kontrazlewej.blogspot.com/2016/11/radiomaryjna-seks-edukacja.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też Cię pani zainteresowała :-) Za każdym razem, gdy o niej czytam, zastanawiam się jak to możliwe, by nie czuć obciachu, pieprząc takie androny jak ona bez zmrużenia oka nawija i zamiast zostać wyśmianym i pogonionym w cholerę, zostawać za to przez państwo nagrodzonym.

      Usuń
  3. niestety mam jakąś lipę systemową, nie mogę przeczytać linkowanego artykułu, bo okno RODO nie daje się zgonić z ekranu... intuicja jednak mi mówi, że intelektualnie mnie nie zuboży nieznajomość poglądów pani Siusiak /ups, errata, ma być: Dudziak :) /...
    ...
    na temat nieuprawnionych, nieautoryzowanych turlań cudzych siusiaków mamy chyba to samo zdanie, więc rozwijał tego nie będę...
    ...
    natomiast co do końcówki, to nieraz artykułuję swoje zdanie odrębne, które dla niektórych bywa nie zawsze strawne i pojmowalne, czasem wręcz kontrowersyjne... przypomnę pokrótce:
    dla mnie "katolik" to tylko etykietka, bez większego znaczenia, tak jak jakiś inny "-ik", czy "-sta"... w tym temacie stosuję Regułę Dostojewskiego: "Niech się nawet zwą złodziejami, byle tylko nie kradli"... jeśli ktoś deklarujący się jako "katolik", tak się etykietkujący odrzuca jakieś bzdurne zasady tej ideologii /np. uprawia miłość przed ślubem/, to odbieram to jako objaw zdrowego rozsądku, a nie hipokryzji... hipokryzja zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś głosi, promuje, czy narzuca innym jakieś konkretne zachowania i poglądy, ale sam się do tego nie stosuje... tak więc działanie owej mamuśki z grubsza wydaje się być w porządku, z grubsza (zastrzegam), bo za mało danych, aby mieć jakiś pełniejszy obraz opisywanej sytuacji...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sprawdziłem: U mnie artykuł nadal otwiera się bez problemów, choć z dużą ilością irytujących reklam. Wpisując w wyszukiwarkę tą panią, uzyskasz sporo materiałów z innych źródeł, ale w dużym skrócie, chodzi o to, że kobieta "doradzająca" rządowi jako "ekspert" d/s intymnych wygaduje publicznie..., no właśnie..., jak to nazwać....??? To jest tak, że przytaczane w sieci wypowiedzi brzmią jak fejk, to nie brzmi nawet jak androny, a jak złośliwie wymyślane kosmiczne brednie, dla oczernienia rzekomego autora wypowiedzi. Po sprawdzeniu jednak okazuje się, że wiarygodne i niezależne od siebie źródła potwierdzają, iż są to autentyki, a pani dostaje kasę, jako ekspert rządowy.
      W sprawie hipokryzji, to chyba nie jest tak prosto. Po pierwsze, hipokryzja zaczyna się dużo wcześniej, gdyż Ty nie musisz próbować nikt mi nie musi osobiście próbować narzucać rozwiązań, do których się nie stosuje. Bo to, co jest najczęstsze w Polsce, to udawanie osoby liberalnej obyczajowo, głoszącej hasło wolności wyznania i wolności w kwestiach intymnych, przy jednoczesnym finansowaniu organizacji przestępczych, która tę wolność odbierają, czy to poprzez bezpośrednie tworzenie odpowiednich aktów prawnych, czy też przez wpływanie na ustawodawcę, ewentualnie przez odstąpienie od ścigania sprawców prześladowań na tle obyczajowym (religijnym, seksualnym, etc.).
      Sama zaś mamusia..., wychowanie to trudna sprawa, zwłaszcza wychowanie wchodzącej w dorosłość nastolatki, gdybyśmy znali złotą metodę, nie byłoby porażek, każdy ma prawo do błędu. Mnie u niej nie tyle niepokoi uczenie córki rozsądkowego podejścia do związków nastolatki, co motywacja "o rety, co to będzie jak się nie będę umiała dogadać z zięciem, trzeba wpłynąć na córkę, by go pogoniła w cholerę", zamiast "czas się wziąć za angielski, bo mogę mieć problem z komunikacją z zięciem".

      Usuń
  4. Jestem pełen podziwu dla tych wszystkich 'wszechmądrych', którzy wiedzą co dla innych najlepsze, a już w ogóle w sprawach intymnych 😉 Branie na siebie odpowiedzialności za to jak inni mają żyć według czyjegoś widzi mi się, to ogromne ryzyko. A jeszcze bardziej jestem zdziwiony kiedy wielu poddaje się bezkrytycznie czyimś osobistym poglądom. Martwi mnie brak krytycznego myślenia wśród społeczeństwa. Niemniej zbytnia pewność siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, że erotomanów-gawędziarzy, mających kontakt z życiem seksualnym jedynie w fantazjach erotycznych, najlepiej poznać po nadmiarze autorytatywnych wypowiedzi na tematy intymne.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

124. Panie, ty się tym zajmij!

 Prawdopodobnie znasz hasło zawarte w tytule. Jest to jeden ze sloganów promocyjnych chrześcijaństwa, a jego atrakcyjność polega na tym, że niesie przesłanie o obecności wszechmocnego opiekuna, który za ciebie rozwiąże problemy. Zresztą, nazywanie jakiegoś bóstwa swoim ojcem, też ma podobne znaczenie. Ponieważ w życiu bywa ciężko, przyda się wszechmocny tatuś. Trochę to dziwne w ustach dorosłych ludzi, ale nie każdy człowiek jest dojrzały emocjonalnie. Metryka nie ma tu wiele do powiedzenia. Biblia również, bo przecież niejaki Bóg dał ponoć człowiekowi wolną wolę, żeby jednak sam się sobą zajął.  Moim psychologiem jest ksiądz. - Nauczycielka z mojej byłej pracy. Powyższe zdanie wypowiedziała moja cierpiąca na zaburzenia lękowe, wychowana w alkoholowej, ale wysokofunkcjonującej rodzinie koleżanka. Perfekcjonizm, pracoholizm, zaburzenia kontroli, to problemy, z którymi boryka się na co dzień i są one tak jaskrawe, że widzę je nawet ja. Pomimo tego, że zwłaszcza w pandemii, miała...

130. Oko Saurona, czyli jak doszło do hejtu na nauczycielkę.

 Nauczycielka jest urzędniczką państwową, powinna być chroniona prawnie. Tymczasem aparat państwowy (policja, wójt, dyrekcja szkoły) rozpoczął prześladowania anglistki z podstawówki  w Kielnie, mało tego, nie przeciwstawił się zorganizowanemu hejtowi na kobietę, cały czas traktując ją, jakby była podejrzana o jakąś zbrodnię. Wiesz już o co chodzi, prawda? Uczniowie przynieśli do klasy przedmiot w kształcie krzyża i nie pytając nikogo o zgodę, powiesili go na ścianie, konkretnie nad klatką chomika (tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, chomik jest chomikiem, a gówniak gówniakiem) i nie reagowali na prośbę o jego zdjęcie. Myślę sobie, no zajefajnie, czyli bez pozwolenia opiekuna miejsca, zaczęli sobie je meblować. Może jeszcze do mnie przyjdzie jakiś srajdek i mi coś powiesi? Nauczycielka się wkurzyła, sama zdjęła plastikową szkaradkę i wobec braku właściciela chętnego do jej zabrania, wyrzuciła do kosza. Gdy opowiedziała o tym koleżance, ta się zesrała i poradziła, by zabra...

131. Menelski cud.

W 2-gą niedzielę zwykłą, czyli 18-go stycznia wierni w kościele katolickim mieli nie lada gratkę, albowiem odbywało się wtedy w świątyniach jedno z ciekawszych czytań Ewangelii, traktujące o weselu w Kanie Galilejskiej. Zastanawiasz się czasem, o czym jest ta opowieść? Na wszelki wypadek ją przypomnę: Ewangelia (J 2, 1-11) Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: — Nie mają wina. Jezus Jej odpowiedział: — Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? [Czy] jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: — Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: — Napełnijcie stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: — Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście we...