Właściwie chodzi o tzw. "encykliki", technicznie to jednak to samo. Chodzi o to, że pan papież tak sobie chodzi i chodzi, leży i leży, siedzi i siedzi, aż coś mu do łba strzeli. To natchnienie. Wtedy zaczyna pisać list na jakiś ważny życiowy temat. Najchętniej taki, o którym nie ma pojęcia, np. małżeństwo albo bóg. Ponieważ jest jednak porządnie natchniony, nie przeszkadza mu to w kontynuacji pisania, aż skończy, zobaczy że jest to dobre i każe opublikować.
Z punktu widzenia Polaka, to czerpanie wiedzy na tematy życiowe wprost z okolic rzyciowych jest ciekawą grą słów. Z punktu widzenia nauki, równie dobrze mógłby wróżyć z fusów.
To ciekawe, że naukowiec zanim coś opublikuje, przeprowadza setki badań, takich jak eksperymenty, obserwacje, ankiety, doświadczenia, później je dyskutuje, broni wniosków, a tu się okazuje, że można tak prosto! Niemal jak król Julian XIII: Szybciej, zanim do nas dotrze, że to bez sensu!!!
Komentarze
Prześlij komentarz