Przejdź do głównej zawartości

057. Serial familijny.

Młoda, urodziwa mama ocierając pot ze zmęczonego czoła, stojąc przy garach mówi do trojga ślicznych dzieci:


El Dupa - 220 v.

Idźcie do kaplicy pomodlić się o powrót tatusia, tak jak was na oazie uczyli.
Zwracając się do najmłodszego:
Dla ciebie Jasiu jest specjalne zadanie, ksiądz proboszcz chciał, byś pomógł mu na plebanii.
Cięcie, kamera pokazuje piękny wieczór, księżyc prześwitujący przez drzewa oświetla dwójkę rodzeństwa klęczącą pod figurą. Na horyzoncie majaczy postać mężczyzny. To wojskowy, awansowany przez Antoniego Macierewicza patriota, dumnie noszący nasz piękny, polski mundur WOT, wraca na chwiejnych nogach. Co się stało? Może jest ranny? Słychać modlitwę dzieci, która niesie go jak na anielskich skrzydłach do domu. Otwiera z hukiem drzwi, przerażonej mamusi talerze wypadają z rąk. Biegnie na pomoc, ale nasz obrońca Ojczyzny, mimo obrażeń nie traci zimnej krwi, nie przeszkadza mu nawet z gwinta opróżniana półlitrówa.
Baczność! Spocznij! Miskę przynieś! Będę rzygał!
Mamusia posłusznie biegnie wypełnić wolę głowy rodziny, połączonego z nią świętym węzłem małżeńskim ojca jej dzieci (przebitka na obrączkę na dłoni trzymającej miednicę).
Baczność! Spocznij! Zmiana planu! Zesrałem się!!!



Marek Koterski - Wszyscy jesteśmy Chrystusami (fragm.)

Cięcie, ujęcie zacisznej plebanii, przy której stoi kaplica. Dwójka dzieci nadal na kolanach. Ze środka dobiega donośny głos proboszcza pana.
Daj ciumka! Daj księdzu ciumka, jak ci mówię!
Przebitka na telewizor. Pan Karol, wystrojony w śnieżnobiały strój mówi:
Nie lękajcie się! Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie!
Ciumka daj, wpuścimy do pupy ślimaka – słychać głos księdza proboszcza.


Pamiętam, jak jadłem kremówki!
APLAUZ TŁUMU.
Niech żyje papież, niech żyje papież!
DLA BOGA BOWIEM NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH!!!


Grzmiąca półlitrówa - Barman.

Wyciemnienie, napisy końcowe, słychać radosny song „nie boję się, gdy ciemno jest, ojciec za rękę prowadzi mnie”.
Kuuuurwaaaa, mundur se osrałem, ma być na jutro wyprany i wyprasowany, słyszałaś kurrrwoooo…???  – z oddali dobiega głos głowy rodziny, patrioty i przyjaciela pana Antoniego. Piszczałki akompaniujące „Arce Noego” wprowadzają nastrój niebiańskiego spokoju, po chińsku „tian’anmen”.

Komentarze

  1. Żona powinna jak najszybciej na długi spacer cię wyprowadzić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Czekam aż się ziści, właśnie ją przywiozłem z lotniska. Bierze kąpiel. Na razie na spacerze tylko Ryszard, dziś jest jakaś ważna noc dla kotów, mijaliśmy ich zatrzęsienie. Jutro do pracy, ja i Świechna, za to od pojutrza mamy czas spacerowo-filmowy.

      Usuń
    2. po prostu Kupała... dziś 05:32 AM /koty ciotki Wiki do tego nie potrzebują/... u mnie też jest jakieś kocie ożywienie, rano po podwórku hasało pięć: trzy nasze i dwa sąsiedzkie... zgiełk i tumult, jakby słonie biegały chmarnie...
      p.jzns :)

      Usuń
  2. Tato nie wraca; ranki i wieczory

    We łzach go czekam i trwodze;

    Rozlały rzeki, pełne klechów bory

    I pełno biskupów na drodze.
    [Wybacz, Adasiu M...]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak mi się skojarzyło...

      Usuń
    2. Nie dziwię się skojarzeniom, gdyż nie mogę zaprzeczyć, iż użyłem wcale nie tak dalekiej, jak by się mogło zdawać, parafrazy "Powrotu taty". Chciałem jeszcze władować dosłowny cytat popularnego w pewnych kręgach powiedzenia, że "nie ma problemu, którego nie da się rozwiązać za pomocą różańca", ale stwierdziłem, że jeśli post będzie się składać z samych aluzji, to nie da się go czytać, a nawiązanie do tego zwrotu też uważne oko wychwyci, jeśli połączenie z mózgiem nie zostało uszkodzone.

      Usuń
    3. Mam parę problemów do rozwiązania. Szkoda, że instruktorka nie żyje, chętnie bym zapytała, jak się ich pozbyć za pomocą różańca. No, jedną osobę, to chyba wiem - udusić. Ale różaniec musiałby być solidny, nie żadna chińska taniocha.

      Usuń
    4. To zupełnie jak ja, mam kilka ciekawych problemów do rozwiązania, ale powiedziałbym raczej, że nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać lepiej logiczną metodą, aniżeli różańcem. Na antyklerykalnych grupach fb padały różne propozycje zastosowań, było duszenie, było okładanie różańcem, były nawet kulki analne, ale twierdzę stanowczo że nawet do tak mało wyrafinowanych czynności da się znaleźć lepiej przystosowane narzędzia.

      Usuń
  3. no weeeź... ja się mało nie zesrałem... ze śmiechu...
    ale półitrówa?... teraz już tylko siódemki...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak to jest, jak człowiek wypadnie z branży i się zatrzyma na wspomnieniach z czasów studenckich i wczesnoemigranckich (przedunijnych). Mam słaby kontakt z pojemnościami butelek.
      Mój kolega, reżyser filmowy, po przeczytaniu kilku moich tekstów powiedział mi, że noszą cechy nurtu literackiego zwanego "nowym brutalizmem", ale nie weryfikowałem tego, bo nie przeczytałem żadnego przedstawiciela, ni żadnej przedstawicielki tego gatunku. O dziwo, za najznamienitszą bowiem przedstawicielkę tego gatunku uznawana jest kobieta, Sarah Kane. Piszę "o dziwo", bo stereotyp znasz.

      Usuń
  4. Ile takich seriali rozgrywa się za ścianami domów... do bólu głowy doprowadza nawet uświadomienie sobie tego, a co dopiero bezsilność wobec jakiejkolwiek zmiany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja koleżanka - tłumaczka literatury, po przeczytaniu tekstu powiedziała mi: "Widzę, że idziesz w dokument".
      I miała rację, podobnie jak Ty. Celowo w miniaturce wybrałem model małżeństwa konserwatywnego: Piękna kobieta, więc po pierwsze "należy jej się" przystojny mężczyzna, który ją potrafi utrzymać. Wojskowy będzie wysportowany i w mundurze lepiej wyglądający od źle ubranych kolegów. Utrzymanie jest pewne, bo i pensja oficerska jest pewna, do tego mieszkanie służbowe i inne przywileje. To w zasadzie tyle, co dziewczyna otrzyma od życia przy takich kryteriach wyboru. Rezygnacja z własnego rozwoju (czasem pod presją, a czasem z wygodnictwa - nie jest to ważne) ustawi ją w pozycji więźnia, który nie ma dokąd uciec. Reszta zależy od swojego rodzaju loterii, tzn. za kogo tak naprawdę kobieta wyszła za mąż. Popularne jest wtedy "zrobienie sobie" dzieci, męża nie ma całymi dniami w domu, a takie mamy liczą, że po narodzinach wreszcie ktoś je będzie kochał, co niekoniecznie musi nastąpić. No i w pewnym momencie pozostaje już tylko "żarliwa wiara", czyli "boże, zrób coś, bo sama sobie takie gówno zorganizowałam, że nie wiem jak z niego wyjść".

      Usuń
  5. Znowu komentarze znikają, może w spamie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że przesadziłeś z tą urodziwą mamą. Po kilku latach takiego życia wciąż urodziwa? Według rachunku prawdopodobieństwa ta mniej więcej trzydziestolatka wygląda na swoją własną matkę, bo nie ma czasu ani środków, aby o siebie zadbać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, kobiety w takich związkach szybko tracą urodę, zwłaszcza jeśli się załamią i zaniedbają. Tym niemniej sam znam wyjątki od tej reguły. Według mnie, niezbędne jest przede wszystkim, by były wolne od nałogów, a po drugie, by dbały o siebie mimo wszystko.

      Usuń
  7. Jest jeszcze ciąg dalszy tego serialu....
    Bo czasami kobieta wyzwala się z takiego "wspaniałego" życia, zabiera dzieci i parę drobiazgów i wyprowadza się nie wiadomo gdzie. I zaczyna całkiem nowe, normalne życie. Ale wtedy musi dużo wody w Wiśle upłynąć zanim ci zakłamani i bogobojni przestaną ją wyklinać....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oby jak najwięcej znajdujących się w takiej sytuacji kobiet w ten sposób poprowadziło akcję serialu, bo to jedyna droga dająca im szansę na lepsze życie. W tym czasie bogobojni mogą sobie wyklinać do woli - z własnego doświadczenia wiem, że gdy konsekwentnie im pokazujesz, że masz ich w dupie i wystarczająco stanowczo powtarzasz im, by zajęli się swoim życiem, bo tylko to leży w ich kompetencjach, to zaczynają się bać truć ci nad uszami, zdarza im się to coraz rzadziej i rzadziej - próbują szukać tych, co sobie pozwolą wejść na głowę.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

124. Panie, ty się tym zajmij!

 Prawdopodobnie znasz hasło zawarte w tytule. Jest to jeden ze sloganów promocyjnych chrześcijaństwa, a jego atrakcyjność polega na tym, że niesie przesłanie o obecności wszechmocnego opiekuna, który za ciebie rozwiąże problemy. Zresztą, nazywanie jakiegoś bóstwa swoim ojcem, też ma podobne znaczenie. Ponieważ w życiu bywa ciężko, przyda się wszechmocny tatuś. Trochę to dziwne w ustach dorosłych ludzi, ale nie każdy człowiek jest dojrzały emocjonalnie. Metryka nie ma tu wiele do powiedzenia. Biblia również, bo przecież niejaki Bóg dał ponoć człowiekowi wolną wolę, żeby jednak sam się sobą zajął.  Moim psychologiem jest ksiądz. - Nauczycielka z mojej byłej pracy. Powyższe zdanie wypowiedziała moja cierpiąca na zaburzenia lękowe, wychowana w alkoholowej, ale wysokofunkcjonującej rodzinie koleżanka. Perfekcjonizm, pracoholizm, zaburzenia kontroli, to problemy, z którymi boryka się na co dzień i są one tak jaskrawe, że widzę je nawet ja. Pomimo tego, że zwłaszcza w pandemii, miała...

130. Oko Saurona, czyli jak doszło do hejtu na nauczycielkę.

 Nauczycielka jest urzędniczką państwową, powinna być chroniona prawnie. Tymczasem aparat państwowy (policja, wójt, dyrekcja szkoły) rozpoczął prześladowania anglistki z podstawówki  w Kielnie, mało tego, nie przeciwstawił się zorganizowanemu hejtowi na kobietę, cały czas traktując ją, jakby była podejrzana o jakąś zbrodnię. Wiesz już o co chodzi, prawda? Uczniowie przynieśli do klasy przedmiot w kształcie krzyża i nie pytając nikogo o zgodę, powiesili go na ścianie, konkretnie nad klatką chomika (tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, chomik jest chomikiem, a gówniak gówniakiem) i nie reagowali na prośbę o jego zdjęcie. Myślę sobie, no zajefajnie, czyli bez pozwolenia opiekuna miejsca, zaczęli sobie je meblować. Może jeszcze do mnie przyjdzie jakiś srajdek i mi coś powiesi? Nauczycielka się wkurzyła, sama zdjęła plastikową szkaradkę i wobec braku właściciela chętnego do jej zabrania, wyrzuciła do kosza. Gdy opowiedziała o tym koleżance, ta się zesrała i poradziła, by zabra...

131. Menelski cud.

W 2-gą niedzielę zwykłą, czyli 18-go stycznia wierni w kościele katolickim mieli nie lada gratkę, albowiem odbywało się wtedy w świątyniach jedno z ciekawszych czytań Ewangelii, traktujące o weselu w Kanie Galilejskiej. Zastanawiasz się czasem, o czym jest ta opowieść? Na wszelki wypadek ją przypomnę: Ewangelia (J 2, 1-11) Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: — Nie mają wina. Jezus Jej odpowiedział: — Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? [Czy] jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: — Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: — Napełnijcie stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: — Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście we...