Przejdź do głównej zawartości

050. Nomenklatura.

 

Odpowiednie dać rzeczy słowo.

Cyprian Kamil Norwid.


Wiesz kim jest biskup koaudiutor? Ja nie wiedziałem, musiałem zajrzeć do słownika. Przypomniało mi to, jak nadętą, pozbawioną cech rozmowy nomenklaturą posługuje się kościół. Gdy chcę coś wyjaśnić, używam słów, które rozmówca rozumie. Jeżeli tak nie robię, możesz zakładać, że moim celem nie jest rozmowa, to samo się tyczy innych osób prywatnych i instytucji (w tym kościołów). Tymczasem arcybiskup koadiutor Archidiecezji Katowickiej, niejaki Adrian Galbas powiedział mi, że pan papież został źle zrozumiany. Rozumiesz teraz, po czyjej stronie leży wina? To nie Franciszek nie potrafi się jasno wysłowić, a to co mówi, nie znaczy, to co znaczy, tylko my, głuptaski takie, nie rozumiemy go po prostu. Nie obawiaj się jednak, to co mówi Adrian, nie jest w żaden sposób wiążące dla Bergoglio, bo jako byle biskup, również nie ma patentu na rozumienie biskupa najwyższego i nie jest upoważniony do wypowiadania się w jego imieniu. Z punktu widzenia użyteczności słów, galbasowa gadka jest kolejną dawką pierdologii, która Cię ma przekonać, by słuchać duchownych i nie pyskować. Nie musi ona przekonać Ciebie, ba, jeśli papie będzie wygodnie, to się wyprze, boć przeca nie on to powiedział. Poza tym, możesz pójść do innego duchownego, który mówi coś przeciwnego, nie musisz, nie możesz wręcz od razu krytykować władz kościelnych. Rzuć na tacę u tego, który gada to, co chcesz usłyszeć. I tak działkę będzie miał z tego i pan proboszcz, i pan biskup, i sam papież pan. A frajerem i idiotą tradycyjnie zostaje.... (takie inteligentne niedomówienie Ci tutaj zostawię).


Dezerter - Siewodnia.

Używanie nadętych słów w odniesieniu do kościoła zdaje się być tak ogólnie przyjętą normą, że jedynie tacy nieokrzesani ateusze jak ja drą z tego łacha. Wiecie, co robił Wojtyła podczas wizyty w Polsce? Wygłaszał homilie. W żadnym wypadku nie prawił kazań. Kazanie to takie pospolite słowo. Gdy zatem stękał, że pamięta jak po maturze poszedł na kremówki, to było co.... (inteligentne niedomówienie)? Tymczasem homilia z definicji tym się różni od kazania, że to drugie może być o dupie Maryni, ale pierwsze musi za pomocą tzw. Pisma Św. objaśniać Świat. Pamiętam, że Karol pamiętał, że po maturze poszedł na kremówki, ale co to ma wspólnego z Biblią...?


Dezerter - Kłamstwo to nowa prawda.

Pytanie do Ciebie: Co jeszcze robi pan papież, jak gada. No..., skup się..., pomyśl...! Może głosić homilię, może też NAUCZAĆ. Zwróć uwagę, że nie POUCZA, tylko NAUCZA. Gdy zatem Wojtyła wykrzykiwał podczas pielgrzymki do Ukrainy "musimy się przeciwstawić zalewowi ateizmu", to on NAUCZAŁ, a nie POUCZAŁ. I nie ma znaczenia, że z nauką nic wspólnego to nie ma. Matka moja rodzona wręcz twierdzi, że słucha NAUKI, mając włączone Radio Maryja.

Różnice semantyczne bywają drobne, ale mają znaczenie. Papież na przykład rzadko kiedy zapoznaje się z sytuacją, co by oznaczało, że uzupełnia wiedzę. On sytuację rozeznaje. Niby znaczy to samo, ale sprawia wrażenie kontroli. W czasach, gdy jeszcze oglądałem telewizję, ówczesny pan prymas, a dzisiejszy pan denat Glemp, miał w zwyczaju unikać zwrotu "boję się", przynajmniej jeśli chodzi o wypowiedzi medialne. On się co najwyżej lękał. Nie wiem, czy mu się zdało, że brzmi to ładniej, ale tym razem znaczenie słów działało totalnie na jego niekorzyść. "Bać się" odnosi się do czegoś realnego. "Lękanie się" odnosi się do wyobrażeń, nie wiemy czy realnych, czy będących wytworem fantazji. Taką różnicę stosuje psychologia, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że mowa potoczna zrównuje te znaczenia.

Skoro sobie już jadę po szyszkach, to mam coś o panu Wojciechu Polaku – z zawodu prymasie polski, który podczas Wielkanocy raczył był o wojnie w Ukrainie powiedzieć, iż (cytuję) "(...) Chyba nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że przez te wydarzenia Bóg chce nam coś powiedzieć..." Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że nadużyciem jest każde wmawianie innym rzeczy, o których nie mamy zielonego pojęcia nawet, jeżeli bardzo chcemy, by były one prawdą. W dodatku słowa pana prymasa przedstawiają raczej jakiegoś zjeba, który zamiast coś powiedzieć paszczowo, wysyła na śmierć dziesiątki tysięcy ludzi, a miliony zapędza w wieloletnią nędzę i buduje między ludźmi długotrwały mur nienawiści. Wszystko dlatego, że ma ochotę nam coś przekazać. No kuria mać! Naprawdę sądzisz, że tak robi doskonała, dobra istota, która wszystko może???

Mimo bezliku absurdalnych treści padających z ambon całego Świata, jedno pozostaje dla mnie nie do pobicia. Użycie słowa PRAWDA w znaczeniu tego, co się akurat panu księdzu wydaje, że jest uprawniony powiedzieć.

Skoro już tak się rozpisałem, przypomnę moje opowiadanie sprzed lat, opublikowane na innym blogu. Inspiracją do tego tekstu były zaczerpnięte z periodyków katolickich artykuły o dziewicach konsekrowanych, a raczej słownictwo i osobliwe zwroty tam użyte:

Dzień konsekracji był najszczęśliwszym dniem jej życia. Z dumą i radością przyjęła brewiarz, aby móc celebrować Liturgię Godzin, zwłaszcza umiłowaną Jutrznię odmawianą w miejsce zniesionej przez Vaticanum II Prymy oraz z rumieńcem na twarzy wyczekiwaną Kompletę, której psalmodia, responsorium, "Nunc dimittis", a nader wszystko finałowe oracja i antyfona wprawiały ją w błogosławione uniesienie. Nareszcie: zgodnie ze swym stanem i charyzmatami będzie mogła oddawać się pokucie, dziełom miłosierdzia, apostolstwu i gorliwej modlitwie. To powołanie wymaga jedności z biskupem w patrzeniu na potrzeby diecezji, poza którym nie ma już nad nią innej władzy, tylko BOSKA. Z tkliwością wspomniała dzień, w którym zakupiła na konsekrację koleżanki adhortację "Vita consecrata" Jana Pawła II, której karty, niczym drogowskaz dla niej, otworzyły się na słowach „radością napawa mnie fakt, że odnawia się stan dziewic konsekrowanych”.

Kapłan i klerycy dawno już skończyli zbieranie intencji, ofiar i wypominków, które teraz na wino mszalne Cribari, cieszące się nieprzerwanie aprobatą biskupa diecezji Fresno z Kaliforni, a także ordynariusza Ziemi Radomskiej w firmie Christ Sp. z o.o. zamienią (*), podczas gdy ona-ochrzczona- odnowiona, przyjąwszy wylanie Ducha Świętego dzięki prośbom o otrzymanie darów Jego, jakąż zyskała moc wobec dziecka ochrzczonego lecz nieprzebudzonego, przez co nie mogą się w nim ujawnić jeszcze łaska i życie Boże ni śpiew w językach, ni dar proroctwa, czy słowa poznania i mądrości, czy nawet, być może, dar uzdrawiania. W niej płonął święty ogień, ponieważ została odnowioną przez Ducha, stając się ochrzczoną świadomą i konsekwentną.

Po wydrukowaniu tych słów Woland podrapał się w dupę i rzekł: „Zaprawdę, aniżeli, iżby, aczkolwiek azaliż...: Non possumus non potest inveniri vita hominis carens molestia". Napisane jest bowiem:

Jestem inny: Mamo! Tato!

Czy dostanę w mordę za to?!

Mózg mam jakiś opuchnięty.

Chyba jestem pierdolnięty!

Dezerter - Burdel (fragment).

 

(*)AUTENTYK: I FIRMA, I WINO, I APROBATA. Ta firma naprawdę istnieje, choć jej pełna nazwa brzmi, tłumacząc obcojęzyczny fragment na polski, "Chrystus"- Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Komentarze

  1. To przypomina żywcem perory pisowatych, zawsze cos wyjęte z kontekstu lub rozmówca źle zrozumiał...
    Gdy podaje się nazwy kościelnych urzędów, to głowa boli, jaka to rozbudowana instytucja, a niektóre stanowiska nawet nie wiadomo po co i komu potrzebne, biskupów więcej, niż wiernych.
    Najszczęśliwszy dzień życia dziewicy konsekrowanej? Zbyt mało jeszcze przeżyła, by takie zdania wygłaszać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jest to odwieczny język hochsztaplerów, wróżbitów, magów, uzdrowicieli, przepowiadaczy z fusów etc... Odrobina treningu i można wyuczyć się języka mogącego oznaczać wszystko i nic. Spróbujmy np. stworzyć "zgadzającą się" przepowiednię:
      Oto nadejdą czasy ostateczne, potwierdzone suszą, ogniem i powodziami. I sprzymierzą się nieznane dotąd siły i wzrosną w nową potęgę wzruszającą starym porządkiem. Baju-baju, baju-baju i tak dalej i tak dalej. Czyńcie więc pokutę, ofiarę czyńcie, wspierajcie proroka prawdziwego, bo nie znacie dnia ani godziny. AMENT.

      Usuń
    2. Na podobnej zasadzie można pisać w gazecie horoskop:-)

      Usuń
  2. Przypominają mi się słowa jednego z moich przyjaciół, który twierdził, że ksiądz w toalecie nie robi kupy, tylko on tę kupę czyni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, on tę kupę czyni, pamiętaj o tym nawet wtedy, gdy się schla i oznajmi "zesrałem się", wtedy znaczy, że go źle zrozumiałeś, bo on co najwyżej uczynił kał.

      Usuń
  3. faktycznie, słowo "homilia" to ja usłyszałem po raz pierwszy, jak CCC /Cream Cake Charlie/ zaczął się produkować w Polsce...
    a najlepsze było w Rzymie, jak się załapałem na taki obrzęd, "pastorałka", czy "pastereczka" to się nazywało, jak CCC zabrał się do tej homilii, to tak pindolil, że (prawie) wszyscy usnęli z korpusem dyplomatycznym włącznie, to był strasznie zabawny widok, jak jakiś galowy wujek, cały w orderach kimał z głową na biuście jakiejś odsztajfionej damy...
    rzecz jasna ten CCC nie czytał tej homiliji /z kartki zresztą, rolka niczym papieru Solali marszczonego/, tylko ją "wygłaszał", a na podium nie szedł, tylko "kroczył"...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest szansa, że Kremówa nie pozdrawiał Was wówczas, a co najwyżej pobłogosławił. Ale to i tak nieźle, bo gdybyś miał możliwość prywatnego spotkania, to okazałoby się, że trafiłeś na audiencję, gdzie Karol nie słucha, tylko wysłuchuje, bądź wsłuchuje się w Twój głos w dodatku nic nie myśląc o Twoich słowach, lecz je rozważając.
      A propos okresu świątecznego, w którym odwiedzałeś Rzym: Mam wrażenie, że dzięki zejściu Wojtyły ocalało już 16 pięknych świerków z Tatrzańskiego Parku Narodowego, bo chyba właśnie tam za jego życia okoliczni mieszkańcy usrali się, by rok w rok wyjebać najpiękniejsze drzewo z rezerwatu i przesłać Kremówie w darze od "wdzięcznych Rodaków".

      Usuń
  4. Kościół katolicki jest również autorem językowego nowotworu "ubogacać". Nie było i nie ma takiego słowa, ale jak na złość zdaje się zataczać coraz większe kręci i stawać się coraz bardziej powszechnie używane. Tym, że normalny człowiek jest bliski torsji, nikt się przecież nie przejmie.
    Panowie z zawodu księża mają w swoich uczelniach zawodowych przedmiot "retoryka". Obawiam się, że z prawdziwą retoryką nie ma to nic wspólnego, najwyraźniej jest to forma nauki "jak pierdolić od rzeczy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za UBOGACENIE naszej wiedzy o grypserze katolickiej. Z ciekawości zajrzałem na przedmioty z pierwszego lepszego wyższego seminarium i znalazłem tak etykę, jak i psychologię, choć tzw. społeczna nauka kościoła jest zaprzeczeniem tak etyki, jak i psychologii. Etyki, bo oni kurwa nie mają żadnych wątpliwości etycznych, a psychologii, bo zamiast brać odpowiedzialność za swoje życie, zwalają ją na niejakiego Boga, Maryję, Jezusa....

      Usuń
    2. O szatanie zapomniałeś.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

111. Profanacja.

 Było to 30-go listopada 2024. Temperatura koło 0C, wiał dość silny wiatr. Dwójka nastolatków schroniła się do kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Dębicy, by uprawiać seks. Domyślam się, że w takich warunkach na świeżym powietrzu byłoby niekomfortowo. Woda zamarza, wiatru do pupy nawieje, może jeszcze z piaskiem..., niemiło. Zaczęli od seksu oralnego, a obecni w kościele ludzie coś adorowali. Niby to słowo ma podtekst erotyczny, ale okazuje się, że chodziło o właściwie nie wiadomo co. "Adoracja najświętszego sakramentu" to się nazywało. Zajrzałem do słownika i okazało się, że w chrześcijaństwie sakrament, to obrzęd religijny rozumiany jako widzialny znak lub sposób przekazania łaski bożej, zgodnie z wiarą przez Chrystusa. Z tego co wiem, akurat najświętszy sakrament wymyka się tej definicji, bo nie chodzi o obrzęd, tylko schowane w szafce (może być przenośna) wafle pszenne, o których wierzący stanowczo twierdzą, że jest to mięso denata sprzed 2 tysięcy lat. I to owo coś, w zal...

109. Siła ofiary - siła modlitwy. Zlot patologicznych oszczerców i dewiantów.

 Czasem wierzący uprzedzają mnie z troską, że bez wiary me życie będzie nie do zniesienia. Wtedy przypominam sobie poniższy rysunek: Nie wiem, czy media nagłośniły wystarczająco sprawę, ale 14-go listopada bieżącego roku dowiedziałem się, że odbył się kolejny zjazd patologicznych oszczerców i dewiantów zwących siebie egzorcystami ( kliknij tu, by poczytać ). Zawsze moje myśli biegną wtedy do ich ofiar. Wyobrażam sobie cierpiącą, chorą psychicznie osobę, którą niewoli bandycka rodzina i zamiast wezwać psychiatrę (w dobrych, bogobojnych rodzinach nie może być przecież chorób psychicznych) , wzywają zdegenerowanych hochsztaplerów, którzy na przeróżnie zboczone sposoby (nadzwyczaj często diabła szukają w okolicach intymnych) maltretują "opętanych" , bo kto bogatemu zabroni. Nad tą patologią roztacza opiekę państwo, zresztą dlaczego mnie to nie dziwi, skoro pedofilów ze zorganizowanej grupy przestępczej tego samego związku wyznaniowego chroni również. Nick Cave - Tupelo Skoro pato...

106. Z cyklu: To się dzieje naprawdę.

W każdym razie z absolutnie niepewnych źródeł wiem, że tam na górze taki wielki koleś patrzy, jak się brzydko bawisz pod kołderką. To on nakazał, by na pamiątkę jego śmierci malować jajka i żreć kiełbachę z chrzanem, ale tylko w Polsce. Jak możesz wątpić?