Przejdź do głównej zawartości

029. Nie mów fałszywego świadectwa..., mówi Ci to coś...?

Wigilia Bożego Narodzenia 2016 r. Bartosz Horbowski wybrał się na Pasterkę na Górę Igliczną do sanktuarium Marii Śnieżnej. Na głowie ma czapkę, staje w przedsionku kościoła. W ręku trzyma komórkę, rodzice twierdzą, że ją wyciszał. Gospodyni księdza wyrywa ją chłopakowi. Organista zaczyna go szarpać. Ojciec jednego z ministrantów popychać. Proboszcz Andrzej Adamiak w jednej chwili rozdaje opłatek, w drugiej zrywa innemu chłopakowi czapkę, rzuca na ziemię. Horbowski nagrywa wydarzenie. Ksiądz rzuca się na niego z pięściami. Opłatek ląduje na ziemi – tak bieg wydarzeń opisuje "Gazeta Wyborcza".

Taka sytuacja, przygląda się jej Onet (kliknij tu, by poczytać). Oczywiście jest jeszcze wersja drugiej strony: 

Ministrant, który służył w dniu zdarzenia, stwierdził, że czapki na głowach w kościele są "profanacją". Powiedział też, że ktoś uderzył księdza w twarz. – Całe zachowanie było wymierzone przeciwko księdzu Andrzejowi, a nie nam. Ksiądz upuścił tacę, gdy został uderzony w twarz, a opłatki zostały podeptane. Ten, który uderzył księdza, wiedział, że on trzymał tacę i że ją wypuści. A to obraziło moje uczucia religijne. Potwierdził, że to ksiądz strącił oskarżonemu czapkę i wyrwał telefon z ręki.

Jeżeli przyczytałeś artykuł, to już wiesz, że sąd oczyścił podejrzanego z zarzutów, ale za to prokuratura chce kasacji wyroku. Ja zaś mam dla Ciebie taki temat do rozważenia: W kościele katolickim ugruntowane jest przekonanie, iż wafel pszenny poddany specjalnym czarodziejskim obrzędom staje się ciałem niejakiego Chrystusa i jest to największa świętość, którą należy otaczać czcią i chronić w sposób szczególny. Gdy chodziłem do kościoła jako dziecko, ministranci podtrzymywali tackę pod tym opłatkiem, by go chronić przed upadkiem na ziemię. Pomijam fakt mych osobistych przekonań mówiących, że nie ma ani jednego logicznego powodu uznawania wafla za ludzkie mięso sprzed dwóch tysięcy lat (nie wnikam, czy martwe, czy żywe), bo to da się sprawdzić analizą składu chemicznego. Przyjmę na moment perspektywę wierzącego: Skoro należy opłatek chronić, to dlaczego ksiądz z tacą wypełnioną tak cenną i chronioną zawartością w ręku narusza nietykalność cielesną jakiegoś człowieka, któremu zrywa czapkę z głowy, a na nagrywającego zdarzenie rzuca się z pięściami? Gdybym trzymając niemowlę na ręku rzucił się na kiboli robiących coś, co bym uznał za obraźliwe i w wyniku otrzymanego ciosu upuściłbym niemowlę, to czyż nie byłbym odpowiedzialny za narażenie zdrowia i życia dziecka na niebezpieczeństwo? Zwłaszcza, gdyby powód mojego ataku był taki jak w wypadku księdza, tzn. rzuciłbym się na jednego kibola z powodu czapki z napisem "Legia", a potem na drugiego, który moją napaść filmował telefonem.



Kazik - 25 lat niewinności.

Drugie pytanie do rozważań: Czyż ludzie, którzy rzucają się z pięściami na człowieka wchodzącego gdzieś w czapce, nie powinni zostać aresztowani i zmuszeni sądownie do podjęcia terapii agresji? No przecież w zdarzeniu samosądu próbowało dokonać kilka osób: gospodyni księdza, organista, wreszcie sam ksiądz, a powodem była czapka na głowie w kościelnym przedsionku (noc z 24/25 grudnia, więc na dworze jest dość chłodno, nie liczyłbym na ogrzewanie w przedsionku), parafrazując Gajosa ze słynnego skeczu: "Kultura, to jest takie coś, że po pierwsze, GDZIE Z ŁAPAMI?!".

Pytanie trzecie brzmi: Dlaczego wierni plują na swojego Boga depcząc przykazanie "nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu"? Ministrant składa fałszywe zeznania, jakoby "ten co uderzył księdza MUSIAŁ WIDZIEĆ TACKĘ I WIEDZIEĆ, ŻE ROZSYPIĄ SIĘ OPŁATKI". Jak sądzisz, co niby ma dowodzić, że widząc księdza szarżującego z łapskami na jakiegoś człowieka, napadnięty MUSIAŁ nie tylko wiedzieć, co ma w ręku, ale i przewidzieć, że się to wszystko mu po podłodze rozpier.... rozsypie?! Od kiedy to napadnięty ma takie rzeczy wiedzieć, czy chociażby się nad nimi zastanawiać i dlaczego w ogóle ma odpowiadać za to, co rozsypał ksiądz-przestępca rzucający się na ofiarę z pięściami? Mam nadzieję, że pamiętasz historię Jezusa z Nazaretu, który podobnie jak bohater dzisiejszej notki, został fałszywie oskarżony przez duchownych, a sprawę jego prowadził zbrodniczy, czy też tchórzliwy i uległy wobec kleru prokurator.

Komentarze

  1. To właśnie sobie pomyślałam od razu - nie wystarczyło poprosić grzecznie chłopaka, by zdjął czapkę itd.?
    Nie mów fałszywego świadectwa...nie tylko to przykazanie jest nagminnie łamane i rozgrzeszane, ale tak wygodnie, rozgrzeszenie, pokuta i od nowa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet gdy intruz wtargnie na teren zastrzeżony, np. na zaplecze sklepu, używając wejścia dla personelu, prosi się go o opuszczenie strefy dla uprawnionych, a nie rzuca na niego z łapskami. A już wszczęcie bójki z tzw. "ciałem Chrystusa" w ręku połączone z pretensjami o to, że się to w cholerę rozsypało, to coś niczym z filmu o jakimś ześwirowanym dyktatorze prowadzącym gdzieś w dżungli swe małe totalitarne rządy.
      Co do sakramentu pokuty, gdyby stosować jego zasady, byłby sprawnym mechanizmem podnoszącym moralność. Przecież by był ważny, potrzebne są: rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, spowiedź i ZADOŚĆUCZYNIENIE BOGU I BLIŹNIEMU. Taki Kurski Jacek na przykład nie powinien zostać dopuszczony do żadnego sakramentu, bo łże przeciw bliźniemu zawodowo. Papież szczujący na homoseksualistów, czy też ateistów, używający notorycznie formuły "cywilizacja śmierci" wobec wszystkiego, co mu się nie podoba, również nie dokonał żadnej ważnej spowiedzi, bo nie miał nie tylko zamiaru nikomu zadośćuczyniać, ale też nawet uczciwego rachunku sumienia nie zrobił, a co dopiero mówić o ukrywaniu pedofilów. Po prostu: Jakichkolwiek by cudów nie wyprawiał, to nie wypełnionich zatwierdzonych przez siebie samego warunków sakramentu pokuty.

      Usuń
  2. Wygląda jak prowokacja, ale jeśli nawet nie, to obie strony są sobie winne. To tak na pierwszy rzut. Pierwszy nie znaczy najlepszy ;-) Całość jest dla mnie kuriozalna i pełna sprzeczności. Dlaczego tak wiele przemocy i niedomówień. Pokuta to śmiech na sali. Temat rzeka, ale wydaje mi się, że źle się to wszystko skończy, za dużo pogmatwanych sytuacji w kościele i spraw nie do odkręcenia. Nam się wydaje, że wszystko idzie pod dywan, a tym czasem Najwyższy zapisuje i wszyscy czy wierzący czy niewierzący zrobimy ogromne oczy na koniec...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie przede wszystkim wygląda to tak, że proboszcz i jego przydupasy (gospodyni, organista, ojciec jednego z ministrantów) uważają, że tutaj mogą robić, co im się rzewnie podoba. Ich zeznania są tak mętne, że na pierwszy rzut oka widać, iż próbują na siłę znaleźć pretekst uzasadniający swoją agresję wobec Horbowskiego. Spróbuj sobie wyobrazić WIZJĘ LOKALNĄ tego zdarzenia. Co to znaczy, że oskarżony "wszedł z impetem". Nie ma zeznań, by popychał wiernych, a wyraźnie jest powiedziane, że wszedł TYLKO DO PRZEDSIONKA. Wyobraź sobie, że jesteś aktorem, spróbuj odegrać tę scenę. Co tam było takiego, że uzasadnia rzucenie się kilku osób (zupełnie przypadkowo związanych z księdzem) i samego księdza na człowieka w czapce? Ile przedsionek może mieć długości? 5 metrów? 10 metrów? Odegraj "wejście z impetem" ale bez potrącania wiernych (nie ma w oskarżeniu ani zeznaniach mowy o naruszeniu ich nietykalności cielesnej).
      W filmie Stuhra (zrealizowanym według pomysłu Kieślowskiego - pan Jerzy tylko dokończył jego scenariusz) "Historie miłosne", jeden z bohaterów na ZAKOŃCZENIE jest zaskoczony jedynie tym, że zalicza "wysiadkę". Pyta: "Czy TO JUŻ KONIEC?" i otrzymawszy odpowiedź twierdzącą, zdezorientowany opuszcza miejsce akcji.

      Usuń
  3. A ja odniosłam wrażenie czytając i oglądając różne tego typu zdarzeniach, że kościółkowi tylko czyhają na okazje, by móc pokazać "jak to się profanuje" kościoły czy symbole religijne i jak to katolicy są prześladowani.
    Tutaj w ogóle zabrakło jakichś hamulców ze strony dorosłych- księdza, organisty i innych.
    I sytuacja jak w dowcipie chociaż nie śmieszna:
    Polowanie na zające
    Ucieka zając przed myśliwymi, dołącza do niego niedźwiedź. Wpadają w młodnik, przystają na chwilę. Ty niedźwiedź- mówi zziajany zając,- Dlaczego ty uciekasz, to polowanie na zające.
    - No wiem, Ale zanim się wytłumaczę to ubiją.
    Masz rację, księdzu się wydaje, że kościół jest jego i może sobie robić co mu się podoba. A ja się pytam, dlaczego inni będący w tym kościele nie stanęli w obronie chłopaków. To jest dopiero skandal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewien, co do "kościółkowych", ale z całą pewnością politycy koalicji rządzącej udający swiętojebliwych, bardzo chcą stworzyć wrażenie "oblężonej twierdzy", której jednym z bastionów jest zabiedzony kościół. Jeżeli takie zabiegi się udają, uzyskuje się zwarcie szeregów swojego elektoratu.
      Coś czuję, że ci inni będący w kościele, jeszcze by im garści nawsadzali, a nie bronili, tu się księdzu wazelinuje, a nie mu podskakuje.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

111. Profanacja.

 Było to 30-go listopada 2024. Temperatura koło 0C, wiał dość silny wiatr. Dwójka nastolatków schroniła się do kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Dębicy, by uprawiać seks. Domyślam się, że w takich warunkach na świeżym powietrzu byłoby niekomfortowo. Woda zamarza, wiatru do pupy nawieje, może jeszcze z piaskiem..., niemiło. Zaczęli od seksu oralnego, a obecni w kościele ludzie coś adorowali. Niby to słowo ma podtekst erotyczny, ale okazuje się, że chodziło o właściwie nie wiadomo co. "Adoracja najświętszego sakramentu" to się nazywało. Zajrzałem do słownika i okazało się, że w chrześcijaństwie sakrament, to obrzęd religijny rozumiany jako widzialny znak lub sposób przekazania łaski bożej, zgodnie z wiarą przez Chrystusa. Z tego co wiem, akurat najświętszy sakrament wymyka się tej definicji, bo nie chodzi o obrzęd, tylko schowane w szafce (może być przenośna) wafle pszenne, o których wierzący stanowczo twierdzą, że jest to mięso denata sprzed 2 tysięcy lat. I to owo coś, w zal...

109. Siła ofiary - siła modlitwy. Zlot patologicznych oszczerców i dewiantów.

 Czasem wierzący uprzedzają mnie z troską, że bez wiary me życie będzie nie do zniesienia. Wtedy przypominam sobie poniższy rysunek: Nie wiem, czy media nagłośniły wystarczająco sprawę, ale 14-go listopada bieżącego roku dowiedziałem się, że odbył się kolejny zjazd patologicznych oszczerców i dewiantów zwących siebie egzorcystami ( kliknij tu, by poczytać ). Zawsze moje myśli biegną wtedy do ich ofiar. Wyobrażam sobie cierpiącą, chorą psychicznie osobę, którą niewoli bandycka rodzina i zamiast wezwać psychiatrę (w dobrych, bogobojnych rodzinach nie może być przecież chorób psychicznych) , wzywają zdegenerowanych hochsztaplerów, którzy na przeróżnie zboczone sposoby (nadzwyczaj często diabła szukają w okolicach intymnych) maltretują "opętanych" , bo kto bogatemu zabroni. Nad tą patologią roztacza opiekę państwo, zresztą dlaczego mnie to nie dziwi, skoro pedofilów ze zorganizowanej grupy przestępczej tego samego związku wyznaniowego chroni również. Nick Cave - Tupelo Skoro pato...

106. Z cyklu: To się dzieje naprawdę.

W każdym razie z absolutnie niepewnych źródeł wiem, że tam na górze taki wielki koleś patrzy, jak się brzydko bawisz pod kołderką. To on nakazał, by na pamiątkę jego śmierci malować jajka i żreć kiełbachę z chrzanem, ale tylko w Polsce. Jak możesz wątpić?