Przejdź do głównej zawartości

014. Kościół jako polityczna chlewnia.

Polityczna chlewnia: Byle dwunożny wieprz za odpowiednią opłatą może prowadzić tu swą propagandę. Oczywiście pod warunkiem, że inny wieprz, taki w duchownych szatach, popiera jego opcję polityczną. Jaką? A czy to ważne? W Kościele nie chodzi o ideologię, ani tym bardziej o wiarę, chodzi o władzę i pieniądze. Tak właśnie odbieram pełne pomówień polityczne przemówienie Kaczyńskiego w starachowickim kościele p.w. "Wszystkich Świętych". Chlewnia i nekrofilia polityczna, bo przecież była to ponoć msza w intencji Jadwigi Kaczyńskiej z domu Jasiewicz. Przypominam Ci o tym, bo zastanawia mnie, jak Ty to odbierasz i na to reagujesz. Zwłaszcza jeżeli należysz do Kościoła i czujesz się Polką/ Polakiem.

Nie przypominam sobie, by jakikolwiek polski powojenny polityk tak bezpośrednio i jednoznacznie jednym przemówieniem z ambony udowodnił bandyctwo kościelnych hierarchów i swoje własne. Jeżeli chcesz go wesprzeć, dalej uczęszczaj do kościoła, wspieraj go datkami, tylko nie udawaj, że robisz cokolwiek innego. Nie ma znaczenia, że Twój ksiądz nie jest takim bezczelnym kaczystą, pieniądze z jego działalności wyznaniowej wspierają kaczyzm. Nie wiem jak Ty, ale ja się nie odwrócę i nie udam, że nie ma sprawy. Zresztą od dawna nie uczestniczę w tym gnoju i chętnie przypominam historyczne przypadki zdrady Polski przez duchownych: np. to, że Targowica, a co za tym idzie, całkowita utrata niepodległości Polski odbyła się przy poparciu najwyższych hierarchów duchownych, biskupów, prymasa Michała Jerzego Poniatowskiego, czy faktycznego przywódcy Targowicy na Litwie, biskupa inflanckiego Józefa Kazimierza Kossakowskiego. Przypominam też, że pierwszym słynnym zdrajcą Polski był niejaki Stanisław, zwany dla niepoznaki świętym i patronem Polski. Przypominam również, że inny biskup krakowski, a później papież, Karol Wojtyła, wymógł na Polsce podpisanie układu lennego z Watykanem, zwanego "Konkordatem", określającego powinności ustawionej w pozycji wasala Rzeczpospolitej wobec przedstawicieli Watykanu, czującego się wobec naszej Ojczyzny seniorem. Z ciekawości...., czujesz się patriotą?

Mam nadzieję, że zauważasz, iż poruszam czysto polityczne interwencje polskich hierarchów. Nie piszę o Kościele, gdyż składa się on ze wszystkich wiernych, którzy bardzo często mają wręcz przeciwne zdanie niż hierarchowie i nierzadko tracili życie z powodu politycznych interesów duchowieństwa. Dziś to się dzieje np. przy okazji orzeczenia nietrybunału konstytucyjnego pod przewodnictwem kucharki prezesa w sprawie zmuszania kobiet do rodzenia umierających i kalekich płodów. Hierarchowie mają w tym interes: odwracają uwagę od pedofilskich zbrodni szajki Wojtyły, a także odwracają uwagę od pandemicznych nieudolności i przestępstw wspierającej pedofilów i złodziei szajki Kaczyńskiego. Bo oczywiście złodziejstwo, zwłaszcza wyłudzenia, jawi mi się jako podstawa działalności duchowieństwa. I tu znowu zaznaczę, że duża część tej działalności odbywa się w ramach chlewni politycznej. Pamiętasz ustawę, pozbawiającą większości Polaków możliwości zakupu polskiej ziemi? Większości, bo na przykład może to robić kler, dzięki czemu skupuje ziemię po zaniżonych cenach. Moim skromnym zdaniem, powinno się odbyć śledztwo w sprawie bandytów przygotowujących tę ustawę (posłów) i ich mocodawców (duchownych). Co takiego sprawia, że ksiądz Iksiński może nabyć grunty, a ja nie mogę? Oprócz oczywiście politycznego handlu i bezczelnej dyskryminacji? Odsyłam do artykułu w temacie jednej tylko takiej kryminalnej sprawy (kliknij tu, by poczytać), a przy okazji postuluję postawienie przed sądem autorów tej ustawy, choć oczywiście wiem jak to się skończy – dzielny Naród uda, że nic się nie stało.

Kult - Ręce do góry.

To działo się w przeszłości, dzieje się tu i teraz. Osobiście uważam, że na każdą próbę ingerencji osób duchownych w politykę, należy zgodnie z Konstytucją odpowiadać "WYPIERDALAĆ", ale przecież i ja i Ty wiemy, że Polacy mają z tym problem.


Komentarze

  1. Mnie to mierzi podobnie jak Ciebie.
    Z jednej strony kościół to wierni, ale z drugiej dziwi mnie właśnie, jak można głęboko wierzyć i zgadzać się na postępki duchownych, pewnie że nie wszystkich, ale jednak.
    Gdyby zaistniał bunt wiernych wobec hierarchów...ponoć bóg jest wszędzie, czemu więc MUSI być w kościele jako budynku?
    Słów brak już na to, co poczynają niektórzy klerycy pospołu z politykami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś nawet miałem taki pomysł na opowiadanie: Wierni z małego miasteczka (powiedzmy, że kilka tysięcy mieszkańców) buntują się. Nie dają grosza na Kościół, podobnie jak lokalny samorząd składający się przecież z nich samych. Domagają się wyrzeczenia się uprawiania polityki przez miejscowego proboszcza oraz jego przeprosin i dymisji. Oczywiście biskup się stawia, jednocześnie jednak bunt się rozszerza, bo mieszkańcy okolicy zaczynają doceniać życie bez zbędnych danin na kler. Już nie miasteczko, a diecezja strajkują, żądając tego samego, ale od wszystkich księży diecezji z biskupem włącznie. Potem rzecz się rozszerza na kraj, który domaga się ukorzenia od papieża. Ryj oderżnięty od koryta na amen i wezwanie: na kolana i przeproś, a potem pokutuj!

      Usuń
    2. To chyba u nas mało prawdopodobne... teraz rydzyk jeszcze domaga się kasy z 1% od podatku.

      Usuń
    3. Może i mało prawdopodobne, lecz jako opowiadanie skłaniające do przemyśleń sprawia, że folguję marzeniom :-)

      Usuń
  2. Młodzi ludzie odwracają się od kościoła, czasem starsi, choć rzadko. Myślę, że proces laicyzacji już trwa, choć chyba jednak będzie długotrwały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starsi mają ten komfort, że wielu z nich zaczyna być obojętne, co ludzie o nich powiedzą. Z prostej przyczyny: To oni są już dziadkami i mają pozycję autorytetu z doświadczeniem życiowym, sporo przeszli, nikt im nie będzie narzucać, co mają robić. Z powodzeniem mogliby to przenieść i na lokalnego księdza. Rodzice Świechny na przykład przestali uczestniczyć w mszach (za wyjątkiem świąt), nie biorą też udziału w pracach na rzecz parafii, a ksiądz i tak dyma do nich po kolędzie, bo co ma zrobić, inaczej w ogóle nie dostanie od nich pieniędzy za nic, jednak co chciwość, to chciwość.

      Usuń
  3. Zdaje się, że to jakieś ogólne wytyczne, bo o kilku parafiach słyszałam . Otóż kolęda jest na specjalnych mszach- ulicami . Należy przynieść naczynie na wodę i kopertę, oczywiście podpisaną. Nie wiem, jak to wyglada w praktyce, bo do kościoła chodzę już tylko na pogrzeby- przez szacunek dla odchodzących przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po kilkunastu latach spędzonych na emigracji widzę jak bardzo Polska różni się od innych krajów. W Irlandii nie ma czegoś takiego jak chodzenie po kolędzie, a w Polsce brak kolędy z powodu coronavirusa przedtawiany jest jak cios w katolicką tradycję. Tymczasem nie jest to tradycja katolicka, a jedynie lokalny zwyczaj. Zauważyłaś, że polscy księża najmocniej dopominają się nie o przestrzeganie Dekalogu, tylko o ustalone przez siebie zwyczaje?

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że ta koperta to istotny argument..,;(

      Usuń
  4. Narracja typu - nie wszyscy księża to np. pedofile jest z gruntu fałszywa.

    "A jeśli cię gorszy ręka twoja, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie wejść kaleką do żywota, niż mieć dwoje rąk, a pójść do piekła" (Mar. 9:42-48)

    Co więc robią ci "niewszyscy" księża w tym zakonie grzechu? Tolerancja i udawanie że nic nie widać jest równe współudziałowi w zbrodni.

    Racja, jest KILKU księży, którzy otwarcie wytykają wszystkie grzechy kościoła. Ale to zaledwie KILKU. Reszta odwraca głowę, zatyka uszy i zamyka oczy by nie zostać odstawionym od żłoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałbym nawet, że tych kilku wytykających grzechy Kościoła i tak pracuje dla niego jako akwizytorzy (nie wiem, czy świadomi, czy nieświadomi), przyciągając tych ludzi, którzy również nie zgadzają się na grzechy tej instytucji, a jednak wspierają ją w obecnej formie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

124. Panie, ty się tym zajmij!

 Prawdopodobnie znasz hasło zawarte w tytule. Jest to jeden ze sloganów promocyjnych chrześcijaństwa, a jego atrakcyjność polega na tym, że niesie przesłanie o obecności wszechmocnego opiekuna, który za ciebie rozwiąże problemy. Zresztą, nazywanie jakiegoś bóstwa swoim ojcem, też ma podobne znaczenie. Ponieważ w życiu bywa ciężko, przyda się wszechmocny tatuś. Trochę to dziwne w ustach dorosłych ludzi, ale nie każdy człowiek jest dojrzały emocjonalnie. Metryka nie ma tu wiele do powiedzenia. Biblia również, bo przecież niejaki Bóg dał ponoć człowiekowi wolną wolę, żeby jednak sam się sobą zajął.  Moim psychologiem jest ksiądz. - Nauczycielka z mojej byłej pracy. Powyższe zdanie wypowiedziała moja cierpiąca na zaburzenia lękowe, wychowana w alkoholowej, ale wysokofunkcjonującej rodzinie koleżanka. Perfekcjonizm, pracoholizm, zaburzenia kontroli, to problemy, z którymi boryka się na co dzień i są one tak jaskrawe, że widzę je nawet ja. Pomimo tego, że zwłaszcza w pandemii, miała...

130. Oko Saurona, czyli jak doszło do hejtu na nauczycielkę.

 Nauczycielka jest urzędniczką państwową, powinna być chroniona prawnie. Tymczasem aparat państwowy (policja, wójt, dyrekcja szkoły) rozpoczął prześladowania anglistki z podstawówki  w Kielnie, mało tego, nie przeciwstawił się zorganizowanemu hejtowi na kobietę, cały czas traktując ją, jakby była podejrzana o jakąś zbrodnię. Wiesz już o co chodzi, prawda? Uczniowie przynieśli do klasy przedmiot w kształcie krzyża i nie pytając nikogo o zgodę, powiesili go na ścianie, konkretnie nad klatką chomika (tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, chomik jest chomikiem, a gówniak gówniakiem) i nie reagowali na prośbę o jego zdjęcie. Myślę sobie, no zajefajnie, czyli bez pozwolenia opiekuna miejsca, zaczęli sobie je meblować. Może jeszcze do mnie przyjdzie jakiś srajdek i mi coś powiesi? Nauczycielka się wkurzyła, sama zdjęła plastikową szkaradkę i wobec braku właściciela chętnego do jej zabrania, wyrzuciła do kosza. Gdy opowiedziała o tym koleżance, ta się zesrała i poradziła, by zabra...

131. Menelski cud.

W 2-gą niedzielę zwykłą, czyli 18-go stycznia wierni w kościele katolickim mieli nie lada gratkę, albowiem odbywało się wtedy w świątyniach jedno z ciekawszych czytań Ewangelii, traktujące o weselu w Kanie Galilejskiej. Zastanawiasz się czasem, o czym jest ta opowieść? Na wszelki wypadek ją przypomnę: Ewangelia (J 2, 1-11) Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: — Nie mają wina. Jezus Jej odpowiedział: — Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? [Czy] jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: — Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: — Napełnijcie stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: — Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście we...