W 2-gą niedzielę zwykłą, czyli 18-go stycznia wierni w kościele katolickim mieli nie lada gratkę, albowiem odbywało się wtedy w świątyniach jedno z ciekawszych czytań Ewangelii, traktujące o weselu w Kanie Galilejskiej. Zastanawiasz się czasem, o czym jest ta opowieść? Na wszelki wypadek ją przypomnę:
Ewangelia (J 2, 1-11)
Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego:
— Nie mają wina.
Jezus Jej odpowiedział:
— Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? [Czy] jeszcze nie nadeszła godzina moja?
Wtedy Matka Jego powiedziała do sług:
— Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.
Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług:
— Napełnijcie stągwie wodą.
I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich:
— Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu.
Ci więc zanieśli. Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego:
— Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory.
Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Z czym Ci się to kojarzy? Nie wiem, co tam ksiądz opowiada z ambony, ale dla mnie to jest normalne marzenie menela, gdy wychla już wszystko, co jest do wypicia i daje w łeb, ale jest mu wciąż mało, więc w magiczny sposób załatwia tyle najlepszego wina, żeby starczyło do porzygania i utraty przytomności.
Historia cudu w Kanie Galilejskiej ma również inne smaczki. Np. sposób w jaki Jezus zwraca się do matki swej Maryi: "Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?" W tłumaczeniu na język menelski brzmi to "A co mnie to, kurwa, obchodzi, stara?" Zważywszy na to, za co ostatnimi czasy Polacy stawali przed sądami pod zarzutem "obrazy uczuć religijnych", Jezus musiałby się postarać o adwokata, by się wypełniło Pismo i mógł umrzeć na krzyżu (uwielbiam ten zwrot tłumaczący okrucieństwo i brak logiki niejakiego "Boga Ojca", który wobec swojego syna miał inne plany, niż więzienie za obrazę polskich uczuć religijnych, pod warunkiem, że to właściwa religia).
Inną ciekawostką tego fragmentu Ewangelii jest skłonność do poniżania alkoholików. Jezus do zamiany wody w wino użył stągwi na fekalia. Najpierw Żydzi siusiali i walili swe stolczyki do stągwi, a później nalali tam wody, by na polecenie Jezusa zaczerpnąć i zanieść gościom na stoły. Supcio-chrupcio, smacznego i na zdrowie!
Tyle moich rozważań, ramen.
PS. Gdyby jakiś duchowny mógł mnie oświecić, po co w Biblii ten element menelsko-felalny, byłbym dźwięczny.
Komentarze
Prześlij komentarz